2019. Białoruś. Mińsk, Witebsk i Jeziora Brasławskie, część I.

Na Białorusi byliśmy po raz pierwszy w maju 2017 roku. Relacje z tych wyjazdów możecie przeczytać tutaj i tutaj. Bardzo nam się tam podobało, więc gdy pojawiła się możliwość wjazdu bez wizy zdecydowaliśmy się bez wahania.

Warunkiem było wykupienie biletu na dowolne zawody II Europejskich Igrzysk Mińsk 2019. Okazało się potem, że bilety te stanowiły swoistą wizę podpiętą do paszportu, okazywaliśmy je na granicy, przy kontroli milicji lub służby celnej, nawet podczas rejestracji w hostelu. Bilety w cenie 20 rubli za sztukę kupiliśmy przez Internet jeszcze w kwietniu. Staliśmy się fanami gimnastyki artystycznej. Zawody miały odbywać się w Mińsk Arena niedaleko Aquaparku co bardzo nam odpowiadało.

Mińsk powitał nas piękną pogodą (nie tak jak dwa lata temu), było słonecznie i ciepło. Wrażenie robiły zielone parki i skwery, przepięknie ukwiecone ulice, place i mosty. Niejedno miasto odwiedziliśmy i w tym i poprzednich latach, ale Mińsk z pewnością bije wszystkie na głowę czystością i ukwieceniem. Dodatkowego kolorytu dodawały związany z Igrzyskami specjalny wystrój miasta oraz widoczni na ulicach zawodnicy różnych krajów i wolontariusze ubrani w biało-niebieskie stroje.

Dobry pomysłem organizatorów były Fun Zony. Jedna centralna była przy Pałacu Sportu a wiele mniejszych przy obiektach sportowych, gdzie odbywały się zawody. Do Zony mógł wejść każdy, nie tylko ten kto miał bilet. Ci z biletami przechodzili dalej do środka obiektu, inni w Fun Zonie na zewnątrz mogli oglądać zawody na wielkim telebimie.

Środa, 19 czerwca 20191 roku.

Wyjechaliśmy z Hrubieszowa później niż zwykle, mieliśmy do pokonania „tylko” 520 kilometrów. Granicę przekraczaliśmy po północy, formalności trwały jakieś pól godziny. Służby białoruskie utworzyły specjalną ścieżkę dla uczestników Igrzysk, urzędnicy byli bardzo mili, zarejestrowali nasze paszporty i bilety, dostaliśmy też ulotki informacyjne dotyczące Igrzysk.

Czwartek, 20 czerwca 2019 roku.

Do Mińska dotarliśmy około 8 rano. Zaparkowaliśmy na znanym nam już parkingu przy Aquaparku. Parking ten i okolice Aquaparku bardzo nam się podobają: przystrzyżone ładnie trawniki, krzewy, kwiaty, bulwar nad wodą, jest nawet wyciąg dla nart wodnych.

Droga do nieco odległego centrum prowadzi szeroką aleją z nowoczesnymi budowlami po obu stronach. Pokonywaliśmy tę trasę autobusem dwa razy dziennie i ani chwili się nie nudziliśmy.

A na miejscu niespodzianka. Ani jednego kampera! A byliśmy pewni, że wielu turystów skorzysta z okazji zwiedzania Mińska bez wizy. Przez najbliższe 3 dni nikt nie dojechał, byliśmy jedynym kamperem na Lebiażym!

Tak więc kamper stał sobie spokojnie, my zaś podróżowaliśmy po Mińsku korzystając ze świetnie działającej komunikacji miejskiej. Jednorazowy bilet kupowany w kiosku lub w automacie kosztuje 65 kopiejek a u kierowcy o 10 kopiejek więcej. Bilety na metro w postaci żetonów można kupić w kasie bezpośrednio przed bramkami. Można też, tak jak my, skorzystać z biletów wielodniowych w postaci karty magnetycznej, którą przykłada się do czytnika po wejściu do autobusu lub czytnika w bramce metra. Za trzydniowy bilet bez limitu na autobusy, tramwaje i trolejbusy oraz na 10 przejazdów metrem zapłaciliśmy około 13 rubli na osobę. Zakupu można dokonać w specjalnym kiosku stojącym przy wielu przystankach, gdzie miła pani wszystko wam wyjaśni. Na przystanku autobusowym najbliżej Aquaparku niestety takiego kiosku nie ma i bilet na przejazd do centrum można kupić tylko u kierowcy. Albo skorzystać z marszrutki, by za 1 rubla dużo szybciej się tam znaleźć.

Na początek pojechaliśmy do stacji metra Uschod, przy której znajduje się Biblioteka Narodowa oraz wiele pięknych ścieżek spacerowych.

Spędziliśmy tam całe popołudnie starając nie wychylać się za bardzo z cienia. Dzień był bowiem bardzo upalny, ale na szczęście zieleni i cienia w Mińsku nie brakuje. Specjalnie skręciliśmy zaraz w bok od głównej ulicy, by przejść się przez zwykłe osiedle mieszkaniowe, zobaczyć jak się tu mieszka. Starsze bloki nie wyglądają najlepiej, ale jest czysto i bardzo zielono. Dużo drzew, dużo cienia. Są sklepy, jest szkoła, przedszkole i dodatkowo ładna trasa spacerowo-rowerowa wzdłuż rzeczki.

Wieczorem zakotwiczyliśmy w Fun Zonie przy Pałacu Sportu. Ludzi było niewiele, atrakcje typowe dla tego typu imprez, muzyka, coś do picia, coś do jedzenia, punkty informacyjne i promocyjne. Nas zaproszono do pawilonu Azerbejdżanu, popróbowaliśmy tam wschodnich wypieków.

Piątek, 21 czerwca 2019 roku.

Wyruszyliśmy już o ósmej rano by uniknąć upałów. Najpierw autobusem do Pałacu Niepodległości – siedziby Prezydenta. Słuszny budynek, jak wszędzie czysto i dużo kwiatów.

Potem bulwarem rzeki Swisłocz dotarliśmy do Parku Zwycięstwa. Tam napatoczyła się nam wypożyczalnia rowerów. Chwila namysłu i już pedałujemy. Pan tylko sfotografował paszport, resztę formalności i opłata po powrocie. Rowery były te z najprostszych ale bardzo wygodne.

Dzięki nim zobaczyliśmy dużą część parku. Za dwie godziny zapłaciliśmy po 8 rubli za osobę. Podpisałam wypełnione w międzyczasie umowy i zapłaciłam kartą. Polecamy wszystkim.

Z Parku Zwycięstwa skierowaliśmy się wzdłuż rzeki w kierunku Troickiego Przedmieścia. Zwabieni dźwiękami orkiestry dętej zaszliśmy do Rosyjskiej Fun Zony w Domu Moskwy. W progu powitał nas robot, taki Google Home w niezwykłym opakowaniu.

Rozmawiał tylko po rosyjsku. Oprócz nas było wielu chętnych do zdjęć i pogawędki. Posiedzieliśmy potem spokojnie w ogródku pod parasolem, posłuchaliśmy rosyjskiej muzyki. Ochłodziliśmy się też kolejną tego dnia porcją kwasu i piwa.

Na obiad pojechaliśmy do LIDO (przy stacji metra Plac Jakuba Kolasa). Jest to restauracja samoobsługowa, w której wybierasz sam co chcesz i ile chcesz. Byliśmy tam wielokrotnie i nigdy się nie zawiedliśmy. Jedzenie było tam tak dobre, że do końca pobytu w Mińsku nawet nie szukaliśmy innego. Wnętrze urządzone jest ze smakiem, zawsze znajdywaliśmy ładny zakątek na zjedzenie posiłku. Zdecydowanie polecamy tę restaurację wszystkim odwiedzającym Mińsk.

Po obiadku zdecydowaliśmy się na spacer w pobliskim Parku Czeluskincew (Парк Челюскинцев). Wielkie stare drzewa dawały upragniony cień, jest tam też wesołe miasteczko, są ogródki z piwem, kwasem i lodami. Jest to ogromny park, dnia za mało by zwiedzić go w całości.

Późnym już popołudniem, gdy upał nieco zelżał zdecydowaliśmy się wrócić do centrum ale nie metrem tylko pieszo wzdłuż Prospektu Niepodległości. Imponująca, wspaniała szeroka aleja, monumentalne budynki między innymi Białoruski Uniwersytet Techniczny. Robi wrażenie!

Bliżej centrum zaczęło pojawiać się coraz więcej kawiarenek i restauracji, całe szczęście że ulewny deszcz złapał nas właśnie tutaj. Spokojnie przeczekaliśmy krótką niepogodę w małej, przyjemnej knajpce.

Po deszczu zrobiło się troszkę chłodniej więc tym chętniej poprzez park Janki Kupały, obok wspaniałego Teatru Opery i Baletu wróciliśmy na Troickie Przedmieście. Troickie Przedmieście to niewielki fragment centrum miasta z ładnymi domami, knajpkami i przepięknym widokiem na rzekę.

To tutaj znajduje się Wyspa Łez z pomnikiem poświęconym białoruskim żołnierzom poległym w Afganistanie.

Stąd też niedaleko do Strefy Kibica przy Pałacu Sportu. Nie zabawiliśmy tam jednak długo, tym razem było tam dla nas za tłoczno i za głośno. Spacerowaliśmy sobie ulicami centrum aż ruszyło oświetlenie uliczne. Pooglądaliśmy sobie pięknie podświetlone mosty i ulice i wróciliśmy do kampera. A tam jeszcze dodatkowa i ostatnia już tego dnia atrakcja: niewielki pokaz fajerwerków, zapewne wesele w jakiejś nieodległej knajpce.

Sobota, 22 czerwca 2019 roku.

Do południa spacerowaliśmy wzdłuż rzeki potem poprzez Park Gorkiego dotarliśmy do LIDO na solidne drugie śniadanie. W mieście tego dnia odbywały się wyścigi kolarskie. Przejazdy zawodników oglądaliśmy z dobrego punktu przy Placu Zwycięstwa. Fajne to było widowisko, perfekcyjnie przygotowane: cała trasa odgrodzona barierkami, na początku jechał pilot, kamerzyści na motocyklach i obsługa techniczna poszczególnych krajów. Wszystkie auta jednakowe, nowiuteńkie, ładnie oznakowane. A na końcu peleton. Trasa kolarska zamknięta była w pętlę, widzieliśmy przejazdy kilka razy.

Przeszliśmy też ładny kawałek wzdłuż trasy wyścigu, ani jednego papierka czy plastikowego kubka. Ale i tak na wszelki wypadek sprzątacze byli w pogotowiu.

Od razu nasunęło się wspomnienie, gdy na górskiej przełęczy w Alpach oglądaliśmy przejazd zawodników w czasie jednego z etapów Tour de France. Tam był show, kibice koczowali od rana (a może od kilku dni), muzyka, stragany. Droga przejazdu kolarzy była zamknięta dla normalnego ruchu od wielu godzin, tylko co jakiś czas przejeżdżały samochody reklamowe podgrzewając atmosferę i rozrzucając w tłum różne gadżety. Nad głową (liczyliśmy) krążyło siedem helikopterów. Sam przejazd kolarzy to przede wszystkim kawalkada samochodów obsługi przed i za peletonem. Peleton przemknął tak szybko, że nie było żadnych szans rozpoznać kto tam jedzie.

Około godziny 15, troszkę niestety spóźnieni dotarliśmy do Mińsk Arena, aby obejrzeć walkę o medale w gimnastyce artystycznej. To właśnie na te zawody mieliśmy wykupione bilety. Fajne to było widowisko! Piękne stroje, dobra muzyka, no i oczywiście niezwykłe umiejętności sportowców. Jak oni to robią??? Zawody odbywały się na zmianę na dwóch matach, na jednej występowały pary i trójki w układach akrobatycznych, na drugiej zaś zawodniczki indywidualnie z piłką, wstążką, obręczą oraz maczugami. Oglądaliśmy więc na przemian różne występy, a nie po kolei każdą dyscyplinę. Nie jesteśmy wielkimi fanami sportu, ale sport na żywo właśnie w takim wydaniu to wspaniałe doświadczenie.

Na stadionie wcale nie przywitał nas kordon uzbrojonej po zęby milicji, tylko uśmiechnięci młodzi ludzie w bardzo twarzowych, biało-niebieskich strojach z emblematami Igrzysk, gotowi pomóc we wszystkim. Na trybunach żadnych przekleństw i obraźliwych okrzyków, żadnych stosów plastikowych kufli, powiem więcej, ani jednego kubka, czy papierka. Piwo i inne napoje były dostępne bez żadnych problemów i kolejek, nawet w toalecie kolejek nie było. Toalety sprzątane były niemal na okrągło. Można? Można!

Po zakończeniu zawodów pozostaliśmy jeszcze chwilę w Fun Zonie przed Mińsk Areną. Między innymi porozmawialiśmy chwilę z panią menadżer uzdrowiska w Mogilewie, która zapewniała, że za 20 euro dziennie za osobę dostaniemy tam pokój, pięć posiłków oraz zabiegi. Warto sprawdzić tę ofertę i porównać z cenami w Polsce.

Z Mińsk Areny niedaleko jest do Aquaparku. Poszliśmy więc w kierunku czekającego na nas kampera przepiękną trasą przez Park Wiesnianski, cały czas wzdłuż rzeki. Wiedzieliśmy, że jest tam ścieżka rowerowa i piesza trasa ale okazało się, że jest tam jeszcze kilka kilometrów zamkniętej w pętlę specjalnego toru dla rolek i nartorolek. Rewelacja!

Ścieżek rowerowych, spacerowych, parków, obiektów sportowych w Mińsku nie brakuje. Zdecydowanie wybija się ponad ogólnoeuropejską przeciętność. Przykładem niech będzie rozpoczynająca się przy Aquaparku trasa rowerowa o długości 30 km! Poprowadzono ją wzdłuż rzeki Swisłocz i przez najładniejsze parki i ulice miasta. Widzieliśmy spore fragmenty tej ścieżki i jesteśmy zafascynowani projektem i wykonaniem.

Niedziela, 23 czerwca 2019 roku.

Zgodnie z planem tego dnia zakończyliśmy zwiedzanie Mińska. Jeszcze tylko szybkie śniadanie i krótki spacer w okolicy Aquaparku dla rozruszania kości. Po powrocie ze spaceru niespodzianka! Na parking nareszcie dojechały kampery. Trzy załogi z Czech. Dobrze mówili po polsku, więc chwilę pogadaliśmy. Szkoda, że musieliśmy już jechać. Kierunek wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja.

⇐ poprzednia strona                          kolejna⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *