Białoruś: Zlot w Mińsku i Naroczański Park Narodowy. To takie nasze Mazury tylko bezludne.

Trafiła się okazja wyjazdu na zlot kamperów w Mińsku z możliwością otrzymania bezpłatnej wizy na 21 dni, więc grzech było nie skorzystać. Grzech tym bardziej, że na Białorusi mówią przecież po rosyjsku. A rosyjski to dla mnie język, którym się swobodnie posługuję.  W zasadzie  to jakim językiem się mówi na Białorusi to jedyna rzecz jakiej byliśmy pewni, bo sami wiecie jakie rzeczy  wygaduje się o tym kraju.

Przygotowania do podróży. „Nikt nie mówił, że będzie lekko

Gdzieś w okolicy listopada na forum Camperteam pojawiła się ciekawa propozycja: zlot kamperów w Mińsku 29.04.-2.05.2017. Ministerstwo Sportu i Turystyki Republiki Białoruś wystawia zaproszenia, uczestnicy otrzymują bezpłatne wizy na 21 dni. Wpisaliśmy się na listę całą rodziną, bo nasze dziecko z Berlina również postanowiło wziąć udział w tej szalonej eskapadzie. Przez kilka miesięcy uważnie śledziliśmy na forum dyskusje bardziej doświadczonych kolegów. Co tam wypisywano o Białorusi!  Strach jechać. Pod koniec marca listy zaproszonych znalazły się wreszcie w ambasadzie i konsulatach. Niezbędne było jeszcze ubezpieczenie. Wybraliśmy Allianz: 10 dni 50 PLN za osobę.  Skorzystaliśmy też z od niedawna istniejącej możliwość otrzymania wizy drogą pocztową, szczegółowe informacje.

Dokumenty zostały wysłane 6 kwietnia, wizy otrzymaliśmy pocztą 19 kwietnia. Polecony priorytet kosztował 17 PLN.  Teraz to wszystko z perspektywy czasu wydaje się proste i łatwe, ale jednak trochę nerwów kosztowało. A merytoryczna pomoc z forum w zakresie papierologii jak zwykle okazała się bezcenna !!!

Na kilka dni przed wyjazdem zarejestrowaliśmy się jeszcze  w systemie Beltol. Opłaty za drogi dla obcokrajowców są obowiązkowe.

Wyruszyliśmy naszym kamperem wczesnym rankiem w sobotę 28 kwietnia. Formalności na granicy trwały około dwóch godzin. Funkcjonariusze bardzo mili, ale w końcu obowiązują ich procedury i trzeba wypełnić stosy różnych papierków.

Na stacji paliw w Kobryniu pobraliśmy  jeszcze  urządzenie elektroniczne Beltola i nareszcie mogliśmy skierować się w stronę Mińska. Po drodze tylko cichutkie piski na bramkach oznajmiały, że znikają kolejne ruble z naszego konta. Późno już zaczęło się robić, ale mimo tego nie mogliśmy nie wstąpić do Nieświeża. Zamku nie będę opisywać, znajdziecie to w każdym przewodniku. Zjedliśmy szybki obiad w restauracji  w samym centrum miasteczka  i już naprawdę bez dalszej zwłoki popędziliśmy do Mińska.

Na lotnisku w miejscu zlotu pojawiliśmy się o godzinie 21.  Biuro zlotu było już zamknięte, zajęliśmy więc miejsce na płycie lotniska bez rejestracji. Pogoda fatalna. Zimno, deszcz i wiatr. Widać było, że organizatorzy postarali się i przygotowali porządne miejsca z podłączeniem do mediów, niestety na trawiastej części lotniska.

Wielodniowe opady deszczu spowodowały jednak, że grunt bardzo rozmiękł i nikt nie odważył się na tą trawę wjechać. Wszystkie kampery – a było ich ponoć  550 w tym 150 polskich – stanęły więc na betonowej części lotniska, część z nich  bez możliwości podłączenia do prądu. Brak prądu nie był jednak dla nas problemem. Organizatorzy bardzo się starali, zapewnili bogaty program zlotu, niestety my niewiele skorzystaliśmy. Głównie z powodu paskudnej pogody, ale nie ukrywam, że możliwość zwiedzania Mińska była dla tego programu bardzo dużą konkurencją.

W Mińsku spędziliśmy 4 dni.  Dwie noce na płycie nieczynnego lotniska w trakcie zlotu. Dwie kolejne noce na parkingu przed Aquaparkiem (53.950854, 27.449971) usytuowanym w zachodniej części miasta. Korzystając wyłącznie z komunikacji miejskiej odwiedziliśmy większość miejsc polecanych przez przewodniki. Miasto zadziwia czystością i dużą ilością zieleni.

Podziwiamy olbrzymie, piękne parki i długie bulwary nad rzeką Swisłocz, imponujące obiekty sportowe, aquapark, stadiony, kilometry ścieżek rowerowych i spacerowych w pięknym otoczeniu.

Zwracają uwagę rozległe place i szerokie ulice. Buduje się dużo i z rozmachem zwłaszcza w zachodniej części miasta.

W Mińsku jest wszystko to czego spodziewalibyśmy się znaleźć w każdej europejskiej stolicy, ale też jest wiele pomników i nazw ulic z okresu komunizmu. Taki koloryt.

Największe wrażenie zrobiły na nas:

  • Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej -nowoczesne, starannie przygotowane ekspozycje, naturalnej wielkości figury woskowe żołnierzy, sceny z pola walki i życia na zapleczu, sprzęt wojskowy, broń.  Polecam!

 

  • Biblioteka Narodowa – niezwykła forma, piękny park i bulwar, miejsce numer jeden dla odwiedzających Mińsk. Żałuję, że nie zobaczyliśmy nocnego oświetlenia, podobno fantastyczne!
  • Żałuję też, że nie pojechałam na wycieczkę do fabryki BiełAZ. Nie sądziłam, że zainteresują mnie duże samochody, ale Ela i Jurek byli zachwyceni. Obejrzeli z bliska największe na świecie samochody, które pracują w kopalniach odkrywkowych. Największe mogą przewieźć 450 ton ładunku. Wysłuchali też opowieści przewodnika po rosyjsku i przekonali się, że wszystko rozumieją!
  • Stare miasto i okolice stacji metra Niemiga.
  • Prospekt Niezależności – bardzo długa ulica, samochody trochę przeszkadzają, ale koniecznie trzeba przemaszerować reprezentacyjną ulicą Mińska.

W środę 3 maja nasza Ela odleciała do Berlina, z żalem, bo nie dość, że w Mińsku pozostało wiele do zobaczenia to wreszcie zaświeciło dawno nie widziane słońce. My po jej odlocie od razu z lotniska pojechaliśmy w kierunku jeziora Narocz, oczywiście jak to u nas zatrzymując się po drodze w wielu ciekawych i mniej ciekawych miejscach.

Poniżaj opis kilku z nich:

Ośrodek narciarski „Силичи” http://silichy.by/

Jak na nizinny kraj, ośrodek całkiem przyzwoity: kilka tras, krzesełko.

Przeszliśmy się taką drewnianą ścieżką/schodkami/ wzdłuż jednej z tych tras, bardzo sympatyczna przechadzka, na dole jezioro, altanki. Ceny karnetów prawie alpejskie.

Kemping „Забродье” – powrót do przeszłości http://zabrodje.com/

Wiele kempingów widzieliśmy, ale to …! Przy drogowskazie ZABRODIE skręciliśmy w leśną drogę, za jakieś 500 m pojawiło się rozwidlenie i tabliczka „Агроусадьба”. Wybraliśmy drogę w prawo, dojechaliśmy do wioseczki z kilkoma domami. Wyszedł do nas młody człowiek, jak się  okazało się właściciel kempingu i wskazał nam właściwą drogę.

Kemping to kawałeczek łąki ogrodzony drewnianym płotkiem, ale podłączenie do prądu jest na miejscu. Nie ma łazienki jest za to prawdziwa rosyjska BANIA, która ma ponoć 200 lat. Toaleta – sławojka (ale czysto i nie cuchnie). Pierwsze wrażenie szok i masakra! Ale z kolei jakie otoczenie! Piękna rzeka Naroczanka szumi w dole, w sosnowym lasku malutka cerkiewka – muzeum I wojny światowej. Obok muzeum starych pojazdów, które często grają w filmach. Jest nawet autentyczny stojący na torach pociąg z okresu I wojny światowej. Składa się on z kilku wagonów w różnej fazie rekonstrukcji, z czasem do wagonów ma być przeniesione muzeum.  Takiego klimatu z pewnością nie znajdziesz na żadnym innym kempingu.

 Właściciele jak się okazało to przesympatyczni młodzi ludzie Daniło i Katierina, którzy porzucili wielkomiejski gwar Mińska i przenieśli się do zapomnianej przez boga i ludzi wioseczki. Zimą podróżują w ciepłe kraje, w lecie prowadzą kemping. Wspaniale było słuchać jak Katierina opowiada o swojej pracy tutaj, jak starają się zachować ten klimat dawnych lat. Wielkim pasjonatem historii jest ojciec Daniły, to on zgromadził większość eksponatów i zaraził ich swoją pasją.

Spędziliśmy tu uroczy wieczór i leniwy poranek. Wieczorem dojechał jeszcze jeden kamper ze zlotu – Finowie, ale z nimi rozmawialiśmy niewiele, tylko grzecznościowo. Za to z Katieriną dużo po rosyjsku, tu właśnie wspaniale było przekonać się co znaczy ROSYJSKA DUSZA! Za jedną noc zapłaciliśmy 10 euro, w cenie prąd, woda źródlana, zwiedzanie.

 

Jest wiele usług płatnych dodatkowo (niemało, między innymi bania), trzeba sprawdzić w cenniku. Trzeba też dodać, że ten fiński kamper to jedyny jaki widzieliśmy poza Mińskiem. Gdzie te wszystkie kampery ze zlotu się rozjechały nie mam pojęcia.

 

Smorgoń – miejsce pamięci tylko pozornie takie jakich wiele na Białorusi. To miejsce dotyczy bowiem  I wojny światowej. Miasto Smorgoń  znajdowało się długo na linii frontu rosyjsko- niemieckiego i po 810 dniach obrony zostało całkowicie zniszczone. Pomnik usytuowany jest na wielkim placu na obrzeżach miejscowości, dalej jest lasek ze śladami okopów i rzeka. Wzdłuż drogi wjazdowej malownicze kolorowe, drewniane domki. W centrum piękny park, cerkiew, kościół. Warto zatrzymać się tutaj chociaż na chwilę.

Jezioro Narocz, Naroczański Park Narodowy.

Teren parku do złudzenia przypomina nasze Mazury z jedną istotną różnicą. Jest pusto, olbrzymie przestrzenie a zupełny brak ludzi. Żadnego żagla na wodzie, żadnej przystani czy portu. Brzegi jezior praktycznie niezagospodarowane. Największe z tych jezior Jezioro Naroczańskie niewiele mniejsze jest od naszego Śniardwy.

Spośród innych okolicznych jezior zagospodarowane jest ono najbardziej, są nawet  jakieś bulwary wzdłuż brzegu ale to i tak chyba mniej niż 1 % linii brzegowej.

Sama miejscowość Narocz nie zachęca do pozostania na dłużej. Obejrzeliśmy kościół i zapytaliśmy o Informację Turystyczną. Okazało się, że trzeba jej szukać w miejscowości Курортный посёлок tuż obok Гостиницы «Нарочь». Zdążyliśmy tam tuż przed zamknięciem. Za 1 rubla kupiliśmy niezłą mapę Parku Narodowego, miła Pani z obsługi przekazała sporo informacji o okolicy, dostaliśmy ulotki. Tak wyposażeni mogliśmy już śmiało ruszać na szlaki. Pierwszy z tych szlaków – jeszcze tego dnia a było to już późne popołudnie – zaprowadził nas bulwarem nad jeziorem do restauracji w sanatorium SPUTNIK. Elegancka restauracja z salą balową, wykwintne dania i… niskie ceny. Tylko znaleźć ją niełatwo, jest wewnątrz budynku sanatorium, żadnych oznaczeń, trzeba pytać kuracjuszy.

Z tyłu, za hotelem Narocz znaleźliśmy duży bezpłatny parking (54.908429, 26.708521).

W odległości 100 m od niego jest całodobowa toaleta, restauracja hotelowa czynna  od 6,30 rano do 2 w nocy, jest też sklep spożywczy, informacja turystyczna. Do jeziora przez park zdrojowy  tylko 150 m. Idealne miejsce, cisza, spokój. Zostaliśmy tam jak się potem okazało nie jedną a kolejne dwie noce.

Następnego dnia wybraliśmy się na spacer ścieżką ekologiczną „Голубые озёра”. Po przejechaniu około 30 km znaleźliśmy w punkcie startu szlaku spory i sympatyczny parking (54.959095, 26.361285).

Sam szlak czyli ścieżka ekologiczna przepiękna, oczywiście bezludna zupełnie. Nieźle oznaczona i wyposażona: pomosty, altanki, wieże widokowe, miejsca na rozpalenie ogniska z przygotowanym drewnem. Wybraliśmy trasę o długości 7 km, można dłuższą, można krótszą.

Parking znakomicie nadaje się na pozostanie na noc ale bezludzie takie, że samemu strach. Postanowiliśmy wrócić do cywilizacji. Po smacznym obiedzie w znanym nam już sanatorium Sputnik znów zwiedzamy wybrzeże “naszego” jeziora.

Sporo ładnych miejsc do biwakowania ale znowu  tak pusto, że zdecydowaliśmy się wrócić na noc na znany nam parking na tyłach hotelu Narocz. Spędziliśmy  kolejny spokojny wieczór nad brzegiem,  nastąpiła w końcu zmiana pogody i nareszcie pojawiła się odrobina ciepła.

Czas powrotu. Od rana  zmierzamy  w kierunku domu znowu zatrzymując się tu i ówdzie w wielu ciekawych i mniej ciekawych miejscach. Poniżaj opis kilku z nich:

Mołodeczno – spore miasto, piękny park, bulwar nad rzeką Uszą, fontanny, świąteczny wystrój na Dzień Zwycięstwa.

Zamek Mir– dotarliśmy tu o zmroku, wnętrz nie zwiedzaliśmy, tylko spacerowaliśmy po parku podziwiając pięknie oświetlony zamek. Ale około 23.00 oświetlenie wyłączono, pojechaliśmy więc dalej, w kierunku granicy.

Pospaliśmy kilka godzin na parkingu przy stacji benzynowej a rano dojechaliśmy do Brześcia. Tam zaczęliśmy zwiedzać słynną twierdzę ale w tym miejscu nasza odporność na nachalną symbolikę postsowiecką się wyczerpała.  Dość, jedziemy do domu. Na stacji paliw zwróciliśmy urządzenie Beltola, kaucja i nie wykorzystane pieniądze zostały zwrócone na rachunek karty. Granicę przekraczaliśmy  ponownie w Sławatyczach. Żadnych problemów, miło i dość sprawnie, jakieś 40 minut.

Podsumowanie: Czy warto było tam jechać?

Oczywiście, że tak. Zawsze warto zobaczyć coś nowego, przekonać się, że żyją tam ludzie tacy sami jak my. Wszyscy na miejscu odnosili się do nas z sympatią i życzliwym zainteresowaniem, chętnie pomagali. Jedynie w sklepach państwowych i urzędach można było czasem spotkać pracowników „bez uśmiechu”. Co do bezpieczeństwa to ani przez chwilę nie czuliśmy się w jakikolwiek sposób zagrożeni. Z policją czy służbami mundurowymi nie mieliśmy żadnego kontaktu.

Podczas majowego weekendu w Polsce w atrakcyjnych turystycznie miejscach zawsze jest tłoczno. Na Białorusi sezon zaczyna się nieco później, więc nigdzie nie było tłoku. Co tam tłoku –  prawie nikogo nie było. W ciągu dziesięciu dni zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc. Ale to przecież tylko niewielka część tego co tam jest do zwiedzania. Z pewnością, jeżeli tylko będzie taka możliwość – a dostać się tam niełatwo – wybierzemy się ponownie.

Czy warto było jechać kamperem ?

Oczywiście, że tak. Była to nasza pierwsza prawdziwa wielodniowa wyprawa. Kamperek sprawdził się wyśmienicie.  Na tle niektórych pojazdów ze zlotu wyglądał co prawda jak miniaturka ale zapewnia nam on komfort użytkowania zgodny z naszymi oczekiwaniami. Kamper to swoboda i niezależność co ten wyjazd potwierdził w całej rozciągłości.

To nie jest jedyny post z tej wyprawy na Białoruś – tutaj kolejny.

 

⇐ poprzedni wpis                             kolejny ⇒

⇐ strona główna

 

4 thoughts on “Białoruś: Zlot w Mińsku i Naroczański Park Narodowy. To takie nasze Mazury tylko bezludne.

  1. Sławka says:

    O proszę! Całkiem przez przypadek trafiłam na rodaków użytkujących samochód kempingowy polskiego producenta! My jesteśmy nimi zachwyceni 🙂 Szerokości i wielu wspaniałych podróży!

  2. Jola i Jędrek STRUSIE says:

    Dobra robota , świetny opis , dobrze się czyta . Byliśmy na zlocie w Mińsku , oglądaliśmy kamperka też . Pozdrawiamy !
    STRUSIE

  3. romp says:

    Dziękuję za wspaniały opis , fajnie się czyta, polecę go niezdecydowanym….
    Potwierdzam było fajnie..Pozdrawiam ,.rosomak (też uczestnik Zlotu)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *