Jeśli nie narty to co? Lizbona !

Zachęceni opowieściami koleżanki Joli postanowiliśmy odwiedzić odległą Lizbonę. Ferie w 2016 roku nasz region miał w drugiej połowie lutego. Dla nas wymarzony czas na cieplejsze kraje. Polecieliśmy  z Warszawy na tydzień, a na 4 dni przyleciała nasza córka z Berlina. Czy może być większa radość?

Nasze auto zostawiliśmy na parkingu koło stadionu Skry. Niezła opcja dla nie – Warszawiaków. Zapłaciliśmy 100zł za osiem dni parkowania w tej cenie transfer na lotnisko i z lotniska na parking.

Najtańsze bilety oferował Wizzair, lot bezpośredni z Warszawy trwał 4 godziny. W Lizbonie byliśmy około 2 w nocy. Normalni ludzie wzięliby taksówkę z lotniska, ale my nie idziemy na łatwiznę. W stacji metra obok lotniska kupiliśmy bilety komunikacji miejskiej i autobusem dojechaliśmy do swojego apartamentu. Bezbłędnie. Mój mąż koszuli w szafie nie umie zaleźć, ale orientację w terenie ma nadzwyczajną. Niejeden znajomy to potwierdzi! Klucze do mieszkania były w małej skrzynce otwieranej kodem, który otrzymaliśmy mailem przed wyjazdem. Teraz łatwo się pisze, ale wtedy w nocy adrenalina była jak na czarnej narciarskiej  trasie! Mieszkanie w Lizbonie znaleźliśmy na airbnb i byliśmy bardzo zadowoleni. Dobra lokalizacja /tuż obok stacji metra Intendente/, wygodne i bardzo obszerne, kuchnia w pełni wyposażona, salon, sypialnia, taras, łazienka. Był też grzejnik olejowy i okazał się bardzo przydatny o tej porze roku. Okazało się, że mieszkanie nie miało żadnego ogrzewania! Ponoć to tam normalne.

Lizbony nie podejmuję się opisywać. Obejrzeliśmy prawie wszystkie atrakcje polecane przez internautów, a w szczególności przez http://infolizbona.pl/. Na tej stronie jest wszystko! Dla mnie hitem wszechczasów było oceanarium, mąż i córka nie mogli mnie oderwać od szyby! Fantastyczna była wycieczka do Cascais i bardzo długi spacer brzegiem morza. Dojechaliśmy tam pociągiem, opłata około 1,80 euro za pomocą karty komunikacji miejskiej. Podobnie skorzystaliśmy z pociągu do Sintry. Tam opłata bodajże 1,95. A w Sintrze znaleźliśmy piękną trasę, prawie górską. Ale zrezygnowaliśmy z wejścia do kolorowego zamku. Piękne były też spacery stromymi ciasnymi uliczkami Alfamy i szerokimi bulwarami Parku Narodów, przejażdżki tramwajami i windami.  Odwiedziliśmy prawie wszystkie punkty widokowe, o zachodzie słońca przepłynęliśmy promem na drugą stronę rzeki Tag. Tu też karta miejska miała zastosowanie. Smakowała nam słynna „bifana” i wyśmienite „pasteis de Belem”. Spośród licznych restauracji najbardziej spodobała nam się PRINCIPE DO CALHARIZ.

Był to dla nas bardzo atrakcyjny wyjazd. Z racji tego, że nie musieliśmy kupować karnetów narciarskich okazał się dużo tańszy niż wyjazd  w Dolomity.

każdy pozna że to Lizbona windy w Lizbonie Lizbona

⇐ poprzedni wpis                             kolejny ⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *