Majowy weekend 2020. Lasy Janowskie.

Rozpoczęliśmy kolejny sezon naszych wojaży. Wiadomo, plany były inne, ale trzeba się w końcu jakoś odnaleźć w tej nowej, koronawirusowej rzeczywistości.

Wcześniej, w drugiej połowie kwietnia stosując się do ograniczeń związanych z wyjazdami wykorzystywaliśmy przepiękną pogodę by przedreptać polne drogi i łąki w okolicy naszego miasta.

Na majówkę postanowiliśmy w końcu wyjechać kamperem. Wybór padł na Janów Lubelski. Przejeżdżaliśmy tędy wielokrotnie, ale nigdy nie mieliśmy czasu żeby zatrzymać się na dłużej. Okazało się, że miasto i okolica ma wiele do zaoferowania i absolutnie zasługuje na to by spędzić tu więcej czasu.

Piątek, 1 maja 2020 roku.

Wyruszyliśmy z domu wcześnie, by dnia nie stracić. Na miejsce dotarliśmy przed dziesiątą. Pierwszego dnia chcieliśmy odwiedzić Rezerwat Lasy Janowskie. Zatrzymaliśmy się na parkingu Porytowe Wzgórze – cmentarz wojenny i pomnik największej bitwy partyzanckiej. Poszliśmy stamtąd niebieskim szlakiem w kierunku Dużych Stawów i Partyzanckiego Kamienia Pamięci. Ładna trasa prowadziła nas najpierw leśnymi drogami, potem groblami oddzielającymi stawy. Wieża widokowa była zamknięta, ale i tak do woli napatrzyliśmy się na wszelakie ptactwo wodne. Nie było ich jednak na wodzie tak dużo co jesienią na stawach w Tarnawatce, widocznie wiosną wygląda to wszystko inaczej.

Przed powrotem do kampera skierowaliśmy się jeszcze na szczyt Porytowego Wzgórza. „Ostre” kilkunastometrowe podejście i już byliśmy na miejscu.

Lasy Janowskie nie zaliczają się do Roztocza. Teren jest tu prawie zupełnie płaski, z rzadka tylko pozostałości wydm wystają kilka metrów w górę. Dużo jest bagien, dlatego raczej trzeba się trzymać stałych dróg, marsz na azymut nie jest wskazany. Czy są komary? Z pewnością, na szczęście dla nas to nie była jeszcze ich pora. Kleszczy nie zauważyliśmy.

Około osiemnastej dotarliśmy na duży parking przy Zoom Natura, blisko janowskiego zalewu. Zanim zaczął padać deszcz zdążyliśmy jeszcze zrobić wokół tego zalewu pętelkę. Tereny nad wodą są świetnie utrzymane, przylegający do zalewu park Zoom Natury też robi bardzo dobre wrażenie. Raj dla miłośników spacerów, biegania czy jazdy na rowerze. Wszystkie atrakcje Zoomu Natury, laboratoria, czy park linowy nieczynne są do odwołania. Z wiadomego powodu.

Wieczór spędziliśmy w kamperze, rozpadało się na dobre. Niech pada. Deszcz jest bardzo potrzebny.

Sobota, 2 maja 2020 roku.

Rano przestało padać i mimo ciężkich chmur wiszących na niebie i marnych prognoz pogodowych przejechaliśmy do miejscowości GWIZDÓW, punktu startowego do rezerwatu Imielty Ług. Odległość w linii prostej z Janowa niewielka, jechać trzeba jednak naokoło, aż przez Modliborzyce. Do tego ta droga z Modliborzyc mocno nadszarpnięta jest zębem czasu i troszkę nas wytelepało.

A na parkingu w Gwizdowie, w miejscu rozpoczęcia szlaku przeżyliśmy jeszcze chwile grozy. Po prostu zakopaliśmy się w piasku. Na szczęście udało się z niego wyrwać i dopiero gdy stanęliśmy na twardym gruncie można było wyruszyć na szlak. Niebo się rozpogodziło.

Przepiękna była ta wędrówka lasem i groblami. Wszędzie wiosenne zapachy, soczysta zieleń, ptasie śpiewy, cudnie.

Zawsze staramy się zrobić pętelkę, więc i tym razem zamknęliśmy ją czerwonym szlakiem. W tym akurat przypadku zdecydowanie lepiej było jednak wracać tą samą drogą wśród stawów. Szlak czerwony nas zawiódł, była to po prostu nieciekawa leśna, zamknięta dla ruchu asfaltowa droga.

Po krótkim odpoczynku podjechaliśmy kilka kilometrów dalej w kierunku Gielni. W miejscu, gdzie czerwony szlak schodzi z drogi zostawiliśmy kamperka i kierując się znakami dotarliśmy do gigantycznej grobli pomiędzy dziesiątkami stawów hodowlanych. Tu też było widać wiosnę w pełnym rozkwicie.

Wracaliśmy przez Maliniec, Potoczek i dopiero Modliborzyce, droga dłuższa, ale jednak w lepszym stanie.

Zatrzymaliśmy się na tym samym co poprzednio parkingu przy zalewie. Wieczorem nie ruszając już kampera ruszyliśmy jeszcze na malutką wycieczkę do uroczyska Kruczek. Ładna była to ścieżka w sosnowym lesie pachnącym żywicą.

A na koniec udało nam się zobaczyć piękny zachód słońca nad zalewem. Tego dnia zrobiliśmy naprawdę wiele kilometrów, głównie lasami z dala od ludzi więc maseczki – znak czasu –  potrzebne były tylko chwilami. 

Niedziela, 3 maja 2020 roku.

Poranek deszczowy, ale zanim się ogarnęliśmy przestało padać. Zostawiliśmy kampera na miejscu a sami idąc najpierw wzdłuż zalewu, potem ścieżką rowerową dotarliśmy do Ośrodka Edukacji Ekologicznej, przy którym jest piękne arboretum leśne. Wstęp bezpłatny, jest też duży parking. Ośrodek nieczynny, na szczęście arboretum dostępne było do zwiedzania.

Zachwyciło nas to miejsce, aż dziw, że w takim uroczym zakątku nie było turystów. Spotkaliśmy tylko jedną osobę biegającą wśród pięknych drzew i krzewów.

Nie rozkwitły jeszcze rododendrony, zdecydowanie musimy wrócić więc do Janowa Lubelskiego na początku czerwca.

Kolejnym naszym etapem był Rezerwat „Szklarnia”. W miejscowości Szklarnia jest spory leśny parking z wieżą widokową przy hodowli konika biłgorajskiego. Wieża nieczynna, konie też gdzieś się zapodziały.

Wyruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Łążka Ordynackiego. Szlak wiódł asfaltową drogą dobrą może dla rowerów, ale nie dla nas. Skręciliśmy więc w bok i po chwili dotarliśmy do konnego szlaku wiodącego nasypem dawnej kolejki wąskotorowej. Zupełnie inaczej się szło niż po asfalcie, do czasu jednak. Na przeszkodzie stanął zerwany mostek. Rzeka nie była może szeroka (Janosik pokonałby ją jednym susem) ale była to dla nas bariera nie do przebycia. Musieliśmy zawrócić. Może i dobrze się stało, zdążyliśmy do kampera przed ulewą. Gdy deszcz przestał padać jeszcze raz, pokornie już poszliśmy asfaltową drogą za czerwonymi znakami. Przy drodze sporo tablic informacyjnych, ładny las dookoła.

Drogą doszliśmy do rozgałęzienia szlaków. Zdecydowaliśmy się wracać znów nasypem kolejki konnym szlakiem. Trzeba było tylko z tego szlaku zejść w odpowiednim momencie przed zerwanym mostkiem i dotrzeć do równoległej asfaltowej drogi. I tu właśnie okazało się, że lasy janowskie nie nadają się do marszu na azymut. Z powodu bagien. Jakoś jednak dotarliśmy do kampera.

Tego dnia pozostała nam już tylko żmudna droga do domu. Mijając pięknie ukwiecony Frampol

wjechaliśmy na teren Roztocza. W związku z przebudową drogi 74 z Frampola skierowaliśmy się w stronę Radecznicy przez Komodziankę. Niesamowita droga, niesamowite widoki. Roztocza Zachodniego dotychczas nie znaliśmy. Tyle mamy jeszcze do zrobienia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *