2003. Francja. Najwyższe góry Europy. Masif du Mont Blanc (Chamonix) i leżący po sąsiedzku Vanoise.

Cenę kempingu podaję dla zestawu 3 osoby +namiot+samochód

* dzień pierwszy Bladym świtem w sobotę 28 czerwca wyruszamy. Po drodze robimy niedługie przerwy w Popradzie i Rużomberoku.

Wieczorem docieramy do Trnawy: tam spacer i nocleg w hotelu. Następnego dnia rano ostatnie tanie zakupy i w drogę do Salzburga.

* Salzburg jedno z ładniejszych miast jakie widzieliśmy. W niedzielę wieczorem nie było wielkiego ruchu więc można było bezstresowo przejechać przez miasto, znaleźć miejsce do parkowania i trochę się rozejrzeć. Kemping w obrębie miasta, ładny, czysty z basenem i dobrym dojazdem do centrum.

* Kupujemy bilet całodzienny na komunikację miejską za 3,20 i spokojnie dojeżdżamy z kempingu do centrum i innych ciekawych miejsc. Punktualność i sprawność komunikacji zadziwiająca. Są wydzielone pasy dla autobusów, podobnie jak i dla rowerzystów. Tylko zwykłe samochody stoją w korkach.

* Następnego dnia trochę pochmurno. Nie zepsuło nam to jednak wycieczki samochodowej po okolicy Salzburga – góry, jeziorka i mnóstwo miejsc przygotowanych na piknik.

* Kolejny przystanek St. Moritz– ładny kemping na wzgórzu, ale ładne góry dookoła tylko chwilami wyglądały zza chmur. Wieczorem spacer do centrum miasta.

* Niestety kolejny dzień jest zimno i pada, więc zamiast górskiej wycieczki mamy czytanie w namiocie. Po południu spacer w Pontresinie.

* Znów kolejny dzień pada. Na dole tylko deszcz, bo góry pokryte są już śniegiem. Jurek chce jeszcze czekać na lepszą pogodę, bo tu takie ładne góry i tyle wycieczek można zrobić. Jednak udaje nam się z córką przekonać go, żeby poszukać cieplejszych klimatów w Szwajcarskiej Riwierze.

* Jezioro Genewskie – zrobiło się późno więc rozbiliśmy namiot na kempingu w pobliżu Montreux, gdzie właśnie odbywał się Montreux Jazz Festiwal. Przypadkiem trafiła nam się dodatkowa atrakcja.

* Cały dzień wygrzewaliśmy się w słoneczku, spacerowaliśmy i pluskaliśmy się w jeziorze. Wieczór i pół nocy spędziliśmy w tłumie festiwalowych gości.

* Sympatyczna wycieczka na Rochers de Naye, wieczorem znów na deptak.

* Przejazd do Chamonix. Obejrzeliśmy kilka kempingów, najbardziej nam się podobał Les Rosières, piękny widok, cisza, spokój, 3km za miastem, 21 EUR.

* Grand Balkon Sud. Z parkingu na Col des Montets. Przepiękne widoki na morze lodu i słońca po drugiej stronie doliny.

* Glacier des Bossons. Z parkingu ponad tunelem Mont Blanc wyruszyliśmy w kierunku lodowca. Stromo było i kręto, i wysoko, ale z bliska widzieliśmy prawdziwych alpinistów wspinających się po lodzie.

* Mer de Glace. Z parkingu le Biollay do Galerie des Cristaux, łagodne podejście. Można dojechać pociągiem turystycznym jak ktoś nie lubi spacerów.

* Brevent. Jedna z najładniejszych naszych wycieczek. Piękna pogoda, słońce i bezchmurne niebo. Mont Blanc widoczny w całej krasie. A przez lornetkę udaje się dostrzec wspinaczy! Kto nie lubi spacerów może na Brevent dotrzeć kolejką.

* Grand Balkon Nord. Z parkingu le Biollay do Galerie des Cristaux I dalej w kierunku Chalet du Plan de l’Aiguille

* Wycieczka z La Tour na pogranicze szwajcarsko- francuskie

* Przejazd do Annecy – ładne miasto, ładne jezioro, można posiedzieć w cieniu drzew i patrzeć na chlapiące się dziecko. Wieczorem wspaniały pokaz sztucznych ogni /14 lipca/.

* Kolejny dzień nad jeziorem, trzeba wymoczyć obolałe nogi przed dalszymi wędrówkami.

* Przejazd do Parku Vanoise. Wybieramy kemping w Modane: duuuuuuużo miejsca, 11 EUR.

* Każdy kolejny dzień to wspaniałe górskie wycieczki: Col de Vanoise, Plan du Lac, Col de Chaviere, la Planay. Ostatnia wycieczka do la Pierre aux Pieds. Jest tokamień ze śladem stopy ludzkiej przed tysiącami lat.

* Nocny przejazd do Włoch

* Grado – niewielkie turystyczne miasto na wyspie połączonej ze stałym lądem długą, liczącą kilka kilometrów groblą. Miasteczko o wiele spokojniejsze i sympatyczniejsze niż inne nadmorskie kurorty, ale nie chciałabym tu zostawać na dłużej. Dwa dni w zupełności wystarczą. Kemping trzy razy droższy i pięć razy gorszy niż w górach. Plaża przy kempingu była nawet sympatyczna, ale widzieliśmy też plażę z ustawionymi w szeregu leżakami, parasolami. Coś okropnego!

* W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Tarvisio – sympatyczne miasteczko, ale nie aż tak byśmy marzyli o przyjeździe tutaj.

* Nie dojechaliśmy daleko, chyba zmęczyło nas leżenie na plaży w poprzedni dzień, bo postanowiliśmy zatrzymać się na nocleg. Sympatyczny kemping trafił się w Velden /tuż za Villach/. Szybko rozstawiamy namiot i jedziemy do miasteczka. Po chwili zauważamy, że wszyscy ludzie poza nami oczywiście są ubrani na biało. Nawet psy mają białe stroje lub chociaż kokardki. Okazało się że trafiliśmy na ‘biały festiwal”. W centrum ustawiono scenę, był między innymi pokaz mody /wyłącznie biała odzież czyli bielizna/ i wszelkie inne możliwe atrakcje. Po raz kolejny nieplanowany postój okazał się bardzo przyjemny i pouczający. Warto wrócić, i miasto i jezioro bardzo ładne.

⇐ poprzedni wpis                                              kolejny ⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *