Nie dla nas ziemia obiecana.

Postanowiliśmy tym razem wyrwać się z roztoczańskich ostępów i odwiedzić jakieś duże miasto. Padło na Łódź. Okazja była niebywała, gdyż oprócz zwiedzania miasta mogliśmy brać udział w szeroko reklamowanym wydarzeniu jakim jest festiwal światła. W Łodzi byliśmy już kilka razy ale raczej tylko przejazdem więc tym razem postanowiliśmy tu zostać cały weekend. Na miejsce dotarliśmy w piątkowy, ciemny już wieczór. Zatrzymaliśmy się kamperem na te dwie noce na parkingu przy Aquaparku Fala.

Żadnych udogodnień ale bardzo ładne miejsce, parking obszerny, zadrzewiony i co ważne cichy i spokojny. W pobliżu jest przystanek tramwajowy, autobusowy a dojazd do centrum zajmuje kilkanaście minut. Jeszcze w piątek zdążyliśmy pojechać do centrum i obejrzeć instalacje świetlne oraz pokazy przy ulicy Piotrkowskiej i na Placu Wolności.

Było bardzo tłoczno i naprawdę dla nas, zawsze go unikających było to nie lada wyzwanie. Ale było miło, tyle się działo jednocześnie. I muzyka i lasery i zmieniające kolory podświetlenia budynków. Fajne widowisko.

Sobota, 29 września

W dzień to już niestety nie wszystko wyglądało tak kolorowo. Pogoda była przepiękna, zrezygnowaliśmy więc ze zwiedzania muzeów. Kupiliśmy całodzienne bilety komunikacji miejskiej i często podjeżdżając skupiliśmy się na atrakcjach plenerowych: okolice dworca Łódź Fabryczna, Planetarium EC1, park Źródliska, Księży Młyn, oczywiście ulica Piotrkowska, dotarliśmy nawet do Manufaktury, chociaż oczywiście nie sklepy nas interesowały.

Były miejsca, które nam się bardzo podobały ale nie ukrywajmy: tyle ruin i ruder w centrum miasta to jeszcze nie widzieliśmy. Dużo budynków jest remontowanych i rewitalizowanych ale droga jeszcze bardzo daleka.

Przy Piotrkowskiej weszliśmy na chwilę do zwykle zamkniętego kościoła ewangelicko-augsburskiego (troszkę przypadkowo, ponieważ właśnie było sprzątanie). Wystrój wnętrza robi wielkie wrażenie, szczególnie olbrzymi żyrandol i witraże.

Takich ciekawych i intrygujących miejsc znaleźliśmy więcej w Łodzi: pasaż Róży ze ścianami wyłożonymi drobnymi kawałkami luster, ławeczka Tuwima, fortepian Rubinsteina, pomniki różnych stworzeń filmowych. Zwracają uwagę olbrzymie murale. Warto też odwiedzić OFF Piotrkowska, klimatyczne miejsce na małe co nieco, chociaż ceny całkiem niemałe.

A po zapadnięciu zmroku, posuwając się powoli w tłumie tak jak my spragnionych atrakcji widzów znowu podziwialiśmy efekty świetlne.

Najbardziej spodobały nam się pokazy przy cerkwi i w parku przy Manufakturze.

Niedziela, 30 września

Od rana ponownie zwiedzaliśmy centrum. Niestety, im bardziej zagłębialiśmy się w boczne uliczki tym więcej szpetoty dawało się zauważyć. Było to kiedyś z pewnością bogate i piękne miasto, ale takie już nie jest. Naprawdę, widzieliśmy dużo małych i większych miast ale akurat Łódź, a przynajmniej to co udało się nam tam zobaczyć zrobiło na nas raczej przygnębiające wrażenie. I jakoś nie zrównoważyły je inne fajne miejsca czy choćby festiwal światła, który sam w sobie jest naprawdę godzien polecenia.

Tego dnia czekała nas już tylko długa na 400 km droga do domu. Jechaliśmy szybko i bez przerw. Trzeba było koniecznie zdążyć na finałowy mecz Polska – Brazylia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *