Nie tylko kamperem. Spotkanie w Berlinie.

Z Dublina jest równie daleko do Hrubieszowa jak z Hrubieszowa do Dublina. Spotkaliśmy się więc z córką w połowie drogi, w Berlinie.

Pojechaliśmy zwykłym autem, bo jednak szybciej niż kamperem, a i zaparkować w centrum dużo łatwiej. tym bardziej, że z noclegiem w Berlinie nie mamy kłopotów. Wyruszyliśmy w piątek po piętnastej i już po pierwszej w nocy byliśmy na miejscu. Berlin znów powitał nas lasem dźwigów budowlanych. Mieliśmy nadzieję, że przez ten rok budowy i remonty się pokończyły. Gdzie tam. Coś pewnie skończono, ale jeszcze więcej rozpoczęto.

Sobota, 6 lipca 2019 roku.

Rano poszliśmy na targ, który odbywa się na Schoeneberg w każdą sobotę. Zdumiewająco wielki – przynajmniej dla nas – wybór warzyw, owoców, świeżych ziół. Lubimy zajrzeć na ten targ, nawet jak nie potrzebujemy zakupów. Na spacer po mieście wyszliśmy dopiero późnym popołudniem jak już się nagadaliśmy z Elą. Z Dominicusstrasse poszliśmy pieszo do Park AM Gleisdeireck, rozległe zielone tereny może niezbyt ukwiecone, za to jest gdzie pobiegać, pojeździć na wszystkim co się rusza, poskakać, pohuśtać się, co kto lubi.

Wędrowaliśmy sobie tym parkiem, później spokojnymi ulicami aż do Potsdamer Platz. Przyjemny to był spacerek około 5 kilometrów.

Mieliśmy w planie dojść do Tanzflache w Monbijouparku. Tam zawsze jest wesoła atmosfera, wiele par tańczy i może i my  skusilibyśmy się na kilka kawałków. Niestety ulewny deszcz pokrzyżował wszystko. Wróciliśmy S-bahnem.

Niedziela, 7 lipca 2019 roku

Planowaliśmy wyprawę nad jezioro, ale niestety na kąpiele było tego dnia za zimno. W zamian pojechaliśmy do stacji Friedrichstraße i stamtąd poszliśmy na bardzo długi spacer wzdłuż Szprewy. 

Na początek obejrzeliśmy Hackescher Markt i Hackesche Höfe, ładne miejsca polecane przez wszystkie przewodniki. W niedzielny poranek turystów było tam niewielu.

Tuż obok znajduje się też  Haus Schwarzenberg – podwórze z innej epoki, znane zapewne miłośnikom street artu. Na ścianach graffiti, „złote myśli” markerem, tysiące małych naklejek  upamiętniających aktualne wydarzenia. Łatwo przegapić wejście, jest obok Cafe Cinema.

Powędrowaliśmy potem wzdłuż rzeki do Holzmarkt. Ela znów zabrała nas na kawę w niezwykłe miejsce. Na pierwszy rzut oka podejrzane rudery, strach wejść a po chwili jesteś w innym świecie prostoty i różnorodności. Każda ławeczka jest inna, miejsca siedzące, półleżące, twarde i miękkie, na słońcu i w cieniu z pięknym widokiem na rzekę. Jest tam kilka barów, można coś wypić, zjeść. Jest też miejsce na ognisko, ale to chyba dopiero wieczorem. Niesamowite były tamtejsze wróble, tak oswojone, że jadły okruszki z ręki.

Żal było opuszczać to odlotowe miejsce, ale cóż, musieliśmy iść dalej. Dotarliśmy do East Side Gallery, ale tu już było dość tłoczno, więc zasiedliśmy wygodnie na schodkach i słuchaliśmy ulicznego artysty, który zachęcał publiczność do karaoke. O dziwo byli chętni. Trzeba przyznać, że niektórym całkiem nieźle szło to śpiewanie, tylko pozazdrościć.

W końcu dotarliśmy aż do stacji Berlin Ostkreuz, by stamtąd wrócić S-bahnem. Fantastyczna była ta wycieczka, bez wielkiego zadęcia, takie miłe leniwe szwendanie się po mieście, z dala od zgiełku.

Późnym popołudniem dołączyła do nas Marta i poszliśmy na obiad do hinduskiej restauracji AMMAMMA, na Schoenebergu. Bywaliśmy tam już wcześniej i za każdym razem bardzo nam smakowało. Nieczęsto mamy okazję spróbować indyjskich potraw. Sami nie wiedzielibyśmy nawet co zamówić, więc pomoc młodzieży obytej w świecie realnym i wirtualnym  była nieodzowna. Jedzenie było wyśmienite! A już MANGO LASSIE to dla mnie mistrzostwo świata. Boski napój!

Po obfitym posiłku potoczyliśmy się jeszcze na przystanek autobusowy i już sami, bez młodzieży, podjechaliśmy na Hauptbahnhof. Nie mogłam sobie odmówić przyjemności spaceru w okolicach Reichstagu i Bramy Brandenburskiej. Dla mnie to jest magiczne miejsce w Berlinie!

Poniedziałek, 8 lipca 2019 roku.

Mister Google zaprosił nas na śniadanie. Jak każdy pracownik GOOGLA  Ela ma kartę „sezamie otwórz się”, czyli może wejść do biura GOOGLA w dowolnym miejscu na świecie. Mogła  i nas zaprosić. Siedziba w Berlinie  urządzona jest bardzo elegancko i stylowo, jednak nie może równać się z tą główną w Dublinie, gdzie wystrój „rzuca na kolana”. W Berlinie biuro jest niewielkie, piękny jest za to widok z okna na wieżę telewizyjną i muzeum na wyspie. Bardzo spodobał nam się napis przeniesiony z Charl’s Check Point.

Niestety, przyszła pora i nam opuścić sektor amerykański i Berlin i wracać do domu. Ale na tyle żal nam było wyjeżdżać, że zamiast od razu wsiąść w  S-bahna  podeszliśmy jeszcze pieszo do Berlin Wall Memorial, i jeszcze tramwajem do  Alexanderplatz ciągle w budowie.

Dopiero póżniej plącząc się bocznymi uliczkami dotarliśmy z powrotem do stacji Oranienburger Tor i S-bahnem dojechaliśmy do naszej stacji  Schöneberg. Tam już bliziutko czekał nasz samochód. Dobrze zrobiliśmy decydując się na dodatkową wycieczkę bo potem szybko się jechało i w domu byliśmy około godziny jedenastej wieczorem czyli o bardzo przyzwoitej porze.

⇐ poprzednia strona                                   kolejna⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *