Okolice Biłgoraja kamperem.

Niby blisko, ale dotychczas bywaliśmy w tamtych stronach tylko przejazdem. Pora sprawdzić, czy znajdziemy coś interesującego. Będziemy szukać intensywnie, mamy do dyspozycji tylko dwa weekendowe dni.

Piątek, 3 lipca 2020 roku.

Wyjeżdżaliśmy w strugach deszczu. Wycieraczki rozgrzewały się do czerwoności. Chcieliśmy po drodze wstąpić na chwilę nad zalew w Majdanie Sopockim , a tu pada i pada. Na szczęście w Majdanie pięknie się rozpogodziło.

Opisywaliśmy zalew wcześniej, teraz chcieliśmy sprawdzić, jak on wygląda w sezonie letnim. Kąpielisko czynne, biała flaga wisi, ratownicy na posterunku. Plaża piaszczysta, czyściutka, obok duże drzewa, nietrudno o cień. Na plaży i w wodzie może 10 osób. Gastronomia czynna, ale sprzedawcy niewiele mają do roboty. Na obszernych parkingach stoi tylko kilka samochodów.

Cisza i spokój, dobre miejsce do wypoczynku. Jest tutaj też wiele tras pieszych i dużo miejsc w okolicy idealnych na rowerową lub samochodową wycieczkę.

Planem tego dnia było dojechać nad zalew Biszcza-Żary. Nie byliśmy tam nigdy wcześniej, ale w Googlu miejsce wyglądało na bardzo sympatyczne. Oby tylko nie było tam zbyt wielu turystów, z takich miejsc uciekamy.

Od głównej drogi do zalewu jest niecałe dwa kilometry. Ładna droga z kostki, wzdłuż niej dużo miejsc parkingowych, oświetlenie, kosze na śmieci. Bliżej zbiornika jest kilka restauracji, wypożyczalnia sprzętu, zjeżdżalnia, kąpielisko i plaża. Niestety, wszystko zamknięte na głucho.

Na polu namiotowym nad samą wodą rozbity był jeden namiot, kilka drewnianych domków było zajętych. Czynna była porządna toaleta.

Jest tam jeszcze nad zalewem duży trawiasto – żwirowy parking, idealne miejsce do zatrzymania się kamperem. Niestety, po ostatnich opadach ziemia rozmiękła jak gąbka. Nie zdecydowaliśmy się z tego powodu wjechać ani na ten parking, ani tym bardziej na pole namiotowe. Noc spędziliśmy przy głównej alei z widokiem na łąkę. Sami.

Nad zalewem spotkaliśmy zaledwie kilka osób, ktoś na rowerze, ktoś dojeżdżał do domku, ktoś inny wybrał się na przejażdżkę autem. Trudno powiedzieć, dlaczego w tak ładnym, doinwestowanym i z pewnością atrakcyjnym miejscu zupełnie brakuje turystów. Gdyby byli, wszystko by ożyło. I restauracje, i wypożyczalnie i kąpielisko.

Sobota, 4 lipca 2020 roku.

W sobotni wczesny poranek wybraliśmy się na spacer wokół zalewu piękną trawiastą ścieżką. Kilku wędkarzy rozłożyło sprzęt. Niektórzy nawet coś złowili.

Przejechaliśmy potem do miejscowości Ciosmy zobaczyć ścieżkę dydaktyczno – przyrodniczą w rezerwacie Obary. Troszkę było zamieszania z dojazdem, ale w końcu trafiliśmy na zacieniony leśny parking, z którego rozpoczyna się ścieżka.

Bardzo nam się tam podobało, najpierw leśna droga, potem kładki przez bagno, pięknie, cicho i … pusto. Jedyny minus to narastający upał. Chroniąc się przed nim chowaliśmy się w cieniu drzew przez całe popołudnie.

Do Biłgoraja dotarliśmy dopiero około godziny dziewiętnastej. Niestety, upał zniechęcał do wszelkiej aktywności. Udało się zrobić jedynie krótki spacer po centrum miasta. Rynek w trakcie rewitalizacji, widać postępującą betonozę. Pokręciliśmy się w kółko, jakoś nic nas specjalnie nie zainteresowało.

Potem nad zalew Bojary. Nie jest on wielki, a do tego woda posiada jakiś dziwny, brązowy kolor. Osób kąpiących się widzieliśmy niewiele, za to ruch chodnikiem dookoła zalewu olbrzymi. Rolki, rowery i jakieś trudne do nazwania pojazdy rowerowe z wypożyczalni. Wszystko to sprawia, że wręcz trudno przejść pieszo.

Aż miło popatrzeć ile radości daje wszystkim nawet niewielki, ale dobrze urządzony zbiornik wodny. Możliwe też, że powodem tej niezwykłej aktywności fizycznej były stada komarów atakujące ze zdwojoną siłą nieruchome obiekty.

Odczekaliśmy spokojnie do wieczora i gdy mocno się przeluźniło oblecieliśmy zbiornik dwa razy dookoła, raz w jedną, raz w drugą stronę.

Na noc zaparkowaliśmy przy ulicy Radzięckiej wzdłuż niewysokiego w tym miejscu wału. Kamperowiczom radzimy poszukać jednak spokojniejszego miejsca. W sobotnią letnią noc panował tam spory ruch samochodowo-motocyklowy. Normalnie takie miejsca rozpoznajemy po śladach palonej gumy, tym razem intuicja nas zawiodła.

Niedziela, 5 lipca 2020 roku.

Wczesnym rankiem, gdy jadowite komary jeszcze się nie obudziły ponownie okrążyliśmy zalew. Spotkaliśmy tylko kilku wędkarzy.

Do ścieżki dydaktycznej „Bojary” było niedaleko.  Kamperem podjechaliśmy na leśny parking do miejsca, gdzie się ona zaczyna.

Jest to piękna leśna trasa, pętla ponad cztery kilometry, łatwa i przyjemna. Podobały nam się tablice opisowe. Są tam rzeczowe informacje, ciekawostki napisane prostym językiem, zrozumiałe dla zwykłych ludzi. Brawo dla autorów, nieczęsto to się zdarza.

Po drodze było ładne jeziorko i kilka rodzajów lasu. Aż dziw, że na całej trasie spotkaliśmy zaledwie kilka osób .

Z racji upału pozostaliśmy tam aż do południa, dopiero potem pojechaliśmy do Biłgoraja obejrzeć zagrodę sitarską.

Malutkie jest to muzeum jednak mieści wiele eksponatów.  Wiadomo, jedna zagroda nie dorówna całemu skansenowi, ale i tak warto.

Powrotna droga wiodła przez Zwierzyniec. Postanowiliśmy zatrzymać się choć na chwilę w naszym ulubionym miejscu. Okazało się jednak, że pół Polski wpadło na ten sam genialny pomysł. Wielu kamperami. Pokręciliśmy się chwilę z nadzieją znalezienia wolnego miejsca, jednak po paru próbach zrezygnowaliśmy. Nie chcieliśmy zwiększać i tak ekstremalnego tłoku. Wpadniemy po sezonie. Mamy gdzie jeździć. Znamy wiele równie atrakcyjnych miejsc na Roztoczu, gdzie nawet w sezonie trudno spotkać człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *