Daj się zadziwić: Mińsk

Gościnny wpis Eli o PODROŻY DO MIŃSKA

Wiedeń, Budapeszt, Rzym, Paryż – to oczywiste, europejskie stolice olśniewają, zapierają dech w piersiach plus jeszcze do tego wszystkiego świetnie wyglądają na instagramie. Ale przyznajcie: kiedy widzieliście coś, co Was naprawdę zdziwiło? Chętnym podsuwam pomysł: jedźcie do Mińska.

 

“Wciąż mam nadzieję, że jeszcze kiedyś krzyknę,
to naprawdę niezwykłe!
Wciąż mam nadzieję, że rzec mi będzie dane
to rzeczywiście niesłychane”

To słowa rapera Łona, którego słuchałam dawno, dawno temu. Szczęśliwie 15 lat później fascynacja hip-hopem minęła, a zupełnie przez przypadek w pamięci odnalazł się ten tekst. Przyczyną tego nagłego wspomnienia była podróż do Mińska.

Co zadziwia? To, że jednocześnie trochę jesteś w europejskim mieście XXI wieku, a trochę w bloku wschodnim lat ’80.

Nie można oprzeć się wrażeniu, że miniona rzeczywistość przetrwała tam w namacalny sposób, w postaci pomników Lenina, plakatów propagandowych czy płaskorzeźb z żołnierzami Armii Czerwonej. Z drugiej strony miasto ma wszystko co można znaleźć w każdej europejskiej stolicy: szklane biurowce, stadiony, hale sportowe, aquaparki, hipsterskie kawiarnie czy H&M-y. No, może w mniejszym natężeniu.

Na stacji metra, zaraz obok strzałki kierującej do McDonald’s stoi monument z sierpem i młotem. Flat white można wypić w kawiarni na skrzyżowaniu ulic Marksa i Lenina. W wypasionym centrum handlowym przechodzisz obok Gucci i Reserved by potem udać się do pobliskiego Univermagu, w którym kupując suszoną rybę cofasz się w czasie do wspomnianego Misia. Przy nowoczesnym centrum handlowym z neonami znajduje się koszmarny mrówkowiec z wielkiej płyty.

Jest trochę europejsko: ładnie ubrani ludzie uprawiają jogging po bulwarach rodem z wizualizacji, i trochę post-sowiecko: na tych samych bulwarach są wielkie banery ze zdjęciami żołnierzy i hasłami pracy w imię dobra ojczyzny. Zdziwienie murowane na każdym kroku!

MINI PRZEWODNIK

Na początek garść konkretów – (1) jak się tam dostać, (2) czego się spodziewać (3) ile to wszystko kosztuje. I jeszcze małe wyjaśnienie – piszę ten post z perspektywy turysty, niekoniecznie kamperowca. Mińsk jest na tyle ciekawy, że warto go zwiedzić niezależnie od tego czy jest się z namiotem, z kamperem czy w hotelu.

Wracając do sedna sprawy.

podróż do mińska

Po pierwsze: wiza.

Tu dobra wiadomość: od początku tego roku NIE POTRZEBUJECIE wizy, jeżeli lecicie samolotem. Możecie zwiedzać Mińsk do 5 dni. Więcej informacji znajdziecie tutaj: https://www.fly4free.pl/bialorus-znosi-wizy-dla-obywateli-80-krajow-w-tym-polski-mozna-zwiedzac-do-5-dni-ale/

Wydaje się jednak, że uzyskanie wizy i przejazd autem to wciąż tańsza opcja.

Jak już macie wizę, bądź co lepsze, jej nie potrzebujecie bo lecicie samolotem, pozostaje dostać się na Białoruś. Ja sprawdziłam zarówno opcje przejazdu przez granice i przelotu.

Nie rozpisując się, moja podróż do Mińska urosła do rangi operacji – musiałam dostać się najpierw do domu rodziców, aby wyruszyć z nimi kamperem do Mińska. Sama podróż obejmowała przekroczenie granicy. Nasze miasto, Hrubieszów, położone jest 5 km od Ukrainy, więc ktoś mógłby przypuszczać, że wystawanie na przejściach granicznych mam we krwi –  ale nie mam. Dlatego 2 godzinne oczekiwanie bez słowa wyjaśnienia, stanie w kolejce w przeciągu przed okienkiem i obrażony wzrok celników raczej dał mi w kość.

Z powrotem leciałam samolotem.

Ważna informacja: lotnisko oddalone jest około 40 km od samego miasta – trzeba to uwzględnić w planach podróży do Mińska! Niestety nie wiem jak wygląda transport publiczny z i do lotniska – rodzice mnie podwieźli (parking za to jest darmowy). Sama kontrola paszportowa odrobinę stresująca – wzrok pani wbity w paszport przez 15 minut, pytania po rosyjsku (wszystko jednak do odpowiedzenia kiwnięciem głowy) – ale nieporównywalna z tym, co trzeba było wyczekać na przejściu samochodowym.

JĘZYK

Język: Po pierwsze, pobyt w Mińsku z rusycystą (który w tym przypadku jest moją mamą) to naprawdę wygrany los na loterii. Ja sama trochę mówię po rosyjsku, trochę rozumiem, jako tako czytam, co pewnie pozwalałoby mi jakoś przeżyć. Jeżeli nie znasz rosyjskiego – naucz się chociaż cyrylicy i zapisz sobie potrzebne zwroty. Oczywiście w hipsterskich kawiarniach i restauracjach w centrum są napisy po angielsku, z językiem mówionym jest już gorzej – warto być przygotowanym. O kupnie biletów na metro w kiosku lub zapytaniu o drogę po angielsku zapomnij.


INTERNET

WiFi: pojawia się czasami w kawiarniach, na dość dziwnych warunkach: zwykle musisz podać swój numer telefonu, przychodzi sms, dopiero wtedy działa. Z tym, że określenie “działa” to często nadużycie, jesteś w stanie sprawdzić dwa maile zanim Cię trafi i się wylogujesz. Jednak nawet kiepskie WiFI to przydatna rzecz, biorąc pod uwagę fakt, że roaming jest nieprzyzwoicie drogi.

JEDZENIE

Jedzenie: drżyjcie wegetarianie (o weganach nie wspomnę). Zasada jest prosta: jak chcesz coś bez mięsa, zjedz sobie ciasteczko. Jeżeli chcesz coś zjeść coś lokalnego – roślinożerco, zapomnij. Raz chcieliśmy zjeść coś na szybko w małej budce. Ja mimo, że mięso jem, mam swoje granice, i po 3 dniach mam go dość. Nie widzę nic wegetariańskiego. Mama pyta: czy jest coś bez mięsa bo córka nie je? odpowiedź: tak, mini pizza. Bez mięsa, z kiełbasa. Historia prawdziwa.

Oczywiście tutaj pozwoliłam sobie na lekką przesadę: w centrum handlowym są bary sałatkowe gdzie zjecie sałatkę grecką, ale warto mieć świadomość, że życie wegetarianina w Mińsku przypomina to w Polsce 15 lat temu, gdzie ciężko było wytłumaczyć, że zupka na kości to nie jest danie jarskie.

Z konkretnych miejsc polecam Lido – znajdziecie w każdym przewodniku – bar samoobsługowy, bardzo duży wybór dań, całkiem smaczne i za przyzwoitą cenę. Ogólnie dużo dobrego można powiedzieć o Mińsku – ale do rzeczy wybitnych nie należy kuchnia. Raczej tłusto, mięśnie, niezbyt tanio. Sprawę ratują naleśniki (bliny) i placki ziemniaczane – są naprawdę pyszne.

Jest kilka fajnych kawiarni (np. Cafe Olivo  albo Coffee & Кава), ale ogólnie nie tak prosto wypić dobrą kawę. Ratunkiem może być zawsze cappucino w McDonalds na Al. Niezależności.

Jeżeli chodzi o życie nocne – nie skorzystaliśmy zbyt wiele, jednak w centrum rzuciło nam się w oczy parę ciekawych miejsc. Powiem tak: jeżeli chodzi o kawiarnie i bary miasto przerosło moje oczekiwania (przyznam jednak, że nie były one wysokie). Spacer po Mińsku nocą jest dużą atrakcją – miasto jest pięknie oświetlone, co na pewno dodaje mu uroku.

PARKI I REKREACJA

Tu wielki plus. Piękne, szerokie, zielone bulwary nad rzeką rozciągające się przez całe miasto mogą zawstydzić inne stolice. Do tego jest niesamowicie czysto. Klimat zdecydowanie sielski: można spacerować, biegać, przesiadywać. Super! W czasie naszej podróży było baaardzo zimno: z rozpaczy i potrzeby jakiegokolwiek ciepła wybrałam się do Aquaparku – staliśmy tam akurat na parkingu. Nie jestem specjalnie fanką takich atrakcji i gdyby nie pogoda pewnie bym tam nigdy nie poszła, ale jak ktoś lubi, to aquapark klasa (chociaż trzeba przyznać, że kompletnie nie jestem na bieżąco z nowinkami na rynku aquaparków, może w każdym z nich tak jest).

 

BEZPIECZEŃSTWO

Bezpieczeństwo: zero, absolutnie zero problemów. W centrum duży ruch, ulice są dobrze oświetlone. Bez cienia zastrzeżeń. Ogólnie ludzie są bardzo mili i pomocni – zdarzyło się nam, że ktoś sam proponował pomoc widząc nas z rozłożoną mapą miasta.

 


CENY

Tu jedno z największych zaskoczeń. Wcale nie jest tanio – kawa kosztuje około 6zł, obiad w Lido, które na pewno nie należy do miejsc luksusowych, 15zł a piwo 7 zł. Na restauracje naprawdę trzeba uważać – raz weszliśmy do normalnie wyglądającej knajpy, w której menu zaczynało się od 40 zł za danie. Nastawcie się na ceny zbliżone do polskich.

ZWIEDZANIE

Spacer po mieście zapewnia dużo wrażeń – miasto jest bardzo przestrzenne (głównie przez szerokie ulice i bulwary nad rzeką). Architektura zaskakująca – są zarówno ogromne socjalistyczne koszmarki z wielkiej płyty, nowoczesne szklane osiedla, designerskie projekty (jak Biblioteka Narodowa) i urocze kamienice nad rzeką.

Miasto jest pełne pomników: i tu niewątpliwie dziwi popiersie Feliksa Dzierżyńskiego nieopodal Al. Niepodległości czy statua Lenina w Metrze na placu jego imienia.

Moim zdaniem najlepsze co możecie zrobić w Mińsku to po prostu chodzić. Przejdźcie się szerokimi bulwarami, odkrywajcie place i ulice oddalone od reprezentacyjnego centrum, jeździjcie metrem – w taki sposób poznacie miasto, które zaskakuje na każdym kroku.

Warte zobaczenia na pewno jest Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Sam budynek jest imponujący, szczególnie w nocy. W środku znajdziemy ogromne zbiory dotyczące II wojny światowej na Białorusi. Kolekcja jest bardzo obszerna – nie sposób przeczytać wszystkich dokumentów i obejrzeć galerię orderów. Muzeum jest w części interaktywne, jak większość nowoczesnych muzeów w Europie: są filmy, instalacje, i co na pewno interesujące dla fanów militariów – sprzęt wojenny. Poraża zarówno tragedia jakiej doznał naród białoruski w czasie II wojny światowej, jak i sposób przedstawiania faktów – w tym muzeum wojna zaczyna się w 1941 roku. Wiadomo, że zwycięzcy piszą historię, jednak brak informacji o agresji ZSRR, wydaje się być dużym nadużyciem 27 lat po upadku komunizmu. Aby przekonać się samemu polecam wizytę w muzeum.

Fabryka samochodów Biełaz: absolutny hit. Nie wiem jak wygląda możliwość zwiedzania indywidualnego, my mieliśmy zorganizowaną wycieczkę. Około godziny drogi od Mińska w mieście Żodzino znajduję się jedna z największych fabryk byłego ZSRR – Biełaz. Podczas kilkugodzinnego zwiedzania przewodniczka opowiada historie zakładu i pokazuje największe ciężarówki na świecie. Rozmach robi wrażenie! Czapki z głów – te ciężarówki naprawdę są ogromne. Tutaj jednak ciekawostką były opowieści Pani przewodnik: niemożliwa propaganda. Niestety nie da się tego opisać, trzeba usłyszeć na własne uszy.

Zdecydowanie polecam Mińsk. Nieodparcie fascynuje kontrast pomiędzy współczesnością a wciąż obecnym duchem czasów socjalizmu. Przeszłość, którą my gwałtownie wyparliśmy i z nazw ulic, i z mentalności, tam dopiero teraz nieśmiało ustępuje nowoczesności.

Podróż do Mińska stanowi wyzwanie i wymaga wyjścia ze strefy komfortu – nie jest to wyjazd na Majorkę. Dla tych jednak, którzy w podróżowaniu cenią odkrywanie i poznawanie świata Mińsk stanowić będzie nowe doznanie. Na pewno Was zadziwi!

Jest jeszcze jeden wpis o tej wyprawie na Białoruś.

 

⇐ poprzedni wpis                                   kolejny ⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *