Polesie. Co tam słychać u Shreków ?

Planowaliśmy zakończyć już sezon. Po naszym ostatnim wyjeździe instalacja wodna została odkamieniona, przepłukana, woda spuszczona do zera. Nawet część gratów przenieśliśmy do domu. Ale pogoda była tak piękna, że sumienie nie pozwoliło nam zostać w domu.Jako kierunek wybraliśmy nieco zaniedbane ostatnio przez nas bagienne Polesie. Pora idealna – jeszcze ciepło a komarów i innego latającego badziewia już nie ma. Dzień co prawda krótki i temperatura po zachodzie słońca szybko spada w okolice zera ale na to znaleźliśmy radę. Zaplanowaliśmy rozpalić ognisko, by przy jego cieple miło spędzić cały wieczór.

Sobota, 10 listopada

Rano wyjechaliśmy w kierunku Urszulina, siedziby Parku. Tym razem nie było możliwości zakupu biletów, sezon zakończony. Nie kosztowały one wiele więc dużo nie zaoszczędziliśmy. Pierwszy nasz przystanek to ścieżka przyrodnicza „Czahary”. W punkcie startowym znaleźliśmy duży parking, wieżę widokową, ogrodzony teren z miejscem na ognisko, zadaszone miejsce piknikowe, czystą toaletę i tablice informacyjne. Aby tu dojechać trzeba skręcić w miejscowości Zastawie, najpierw asfaltem a ostatni kilometr drogą szutrową. W Google Maps wpisujemy „Czahary”.

Trasa ścieżki początkowo wiedzie drogą gruntową (można nią autem dojechać do kolejnego, zwykłego już parkingu), potem drewnianymi pomostami przez rozległe Bagno Bubnów. Jest tam kilka wież widokowych, bagno jest olbrzymie, widoki po horyzont. Można skrócić trasę, ale według nas nie warto. To tylko 2 godziny spaceru a miejsce wyjątkowo atrakcyjne. Zdecydowanie polecamy!

 

Było jeszcze zbyt wcześnie,  by w tym miejscu pozostać na nocleg tym bardziej, że w zasieku zostały już niestety tylko resztki drewna na opał. Ruszyliśmy dalej. Naszym celem była miejscowość Lipniak. Po drodze sprawdziliśmy jak wygląda miejsce biwakowe przy początku ścieżki „Dąb Dominik”, gdzie nocowaliśmy w ubiegłym roku. Wszystko w porządku, drewna jednak i tutaj pozostało tylko na naprawdę malutkie ognisko.

W Lipniaku nie można być przy okazji. Trzeba się tam przedzierać mozolnie cztery kilometry wyboistą dość drogą. Za to miejsce biwakowe w Lipniaku przygotowane jest bez zarzutu, obszerne, z kręgiem na ognisko. Jest zadaszona wiata z ławami i stołami, śmietnik. My po przyjeździe natychmiast ruszyliśmy ścieżką historyczno-przyrodniczą „Obóz Powstańczy”.  Troszkę historii (cytat ze stron Parku):” Podpułkow­nik Karol Krysiński, pod koniec czerwca 1863 roku założył nieopodal wsi Lipniak obóz powstańczy funkcjonujący do marca 1864 roku. Okresowo w obozie przebywało ponad 1000 powstańców. Poczty Powstańcze funkcjonowały również w Kozubacie w Pieszowoli,  Białce, w Wytycznie, w Sosnowicy i w Uścimowie. Pełniejsze wyobrażenie o przebiegu Powstania Styczniowego na terenie Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego prezentuje przygotowana w tym celu przez służby Poleskiego Parku Narodowego ścieżka przyrodniczo-historyczna  „Obóz Powstańczy”.

Ścieżka przebiega przez teren byłego obozu powstańczego oraz drogą przy której rośnie wspominany w pamiętnikach „dąb powstańców”. Początkowy fragment prowadził przez dość ponury jesienny las i nie był zachwycający, ale potem widok z wieży na bagno Łąki Pociągi wynagrodził wszystko. A powrót drewnianymi pomostami prowadzącymi skrajem lasu i bagna był już naprawdę bardzo ciekawy.

Do kampera wróciliśmy tuż po zachodzie słońca. Drewna nie brakowało, postanowiliśmy więc  zostać na noc właśnie tutaj. Sami oczywiście. Po zmroku temperatura spadła do 3 stopni ale my byliśmy przygotowani na wszystko. Było ognisko, był bigos, kiełbaski i grzane wino. A jakie niebo rozgwieżdżone!

Niedziela, 11 listopada

Chłodny, zimny i zamglony poranek nie zachęcał do śniadania na zewnątrz. Zjedliśmy w ciepłym kamperze. Tego dnia postanowiliśmy zrobić wycieczkę objazdową po okolicznych jeziorach i innych ciekawych miejscach. Odwiedziliśmy kolejno:

Miejscowość Hola – urocza cerkiewka i malutki skansen (zamknięte).

Jezioro Czarne: łatwy dostęp, parking przy drodze i obszerne pole biwakowe bez udogodnień,  ładnie zadrzewione. Nie było żadnej informacji na temat opłat. W okolicy nie ma też żadnych kramów i budek handlarzy. Wygląda na to, że i w sezonie jest to raczej ciche i spokojne miejsce.

Jezioro Zagłębocze: ładna piaszczysta plaża, tuż za nią drzewa, łatwo znaleźć cień w upalne dni. Teren  zagospodarowany, są ośrodki wczasowe, bary, mała gastronomia, parking płatny. Jest pole biwakowe ale wyglądało żałośnie, nie polecamy.

Jezioro Łukcze: z pewnością ładne, ale odgrodzone od drogi szpalerem ośrodków wypoczynkowych,  nieczynnych zresztą. Nie udało nam się znaleźć dojazdu, nie  szukaliśmy go zresztą zbyt dokładnie bo takie zagospodarowane do granic możliwości miejsca mało nas interesują.

Jezioro Krasne: znaleźliśmy drogę do Ośrodka Riviera. Brama zamknięta, teren wyglądał na ładnie zagospodarowany, trzeba to sprawdzić w sezonie.

Jezioro Piaseczno: to ono najbardziej nam się spodobało spośród tych, które widzieliśmy. Kampera zostawiliśmy przy nieczynnym barze i poszliśmy pieszo około 500 m. Przy pomoście akurat grupa morsów czciła kąpielą w jeziorze Święto Niepodległości.  Było co prawda słonecznie ale dość wietrznie a temperatura powietrza na pewno nie wynosiła więcej niż 10 stopni! Temperatury wody… brrrrr… nie sprawdzaliśmy. Szacun!

Pospacerowaliśmy trochę leśnymi drogami wzdłuż jeziora, a nawet przeszliśmy kawałek ścieżką wśród wysokich trzcin. Obejrzeliśmy też  przez odgrodzenie nieczynny o tej porze Kemping Resort Piaseczno – wyglądał przyzwoicie.  Jednym słowem jest to miejsce miejsce, do którego zechcemy kiedyś wrócić.

Jezioro Uściwierz: zupełnie niezagospodarowane a dostęp do niego niełatwy. Spróbowaliśmy od strony przystani wędkarskiej. Niestety przystań to tylko mała przerwa w przybrzeżnych trzcinach. O pięknych i rozległych widokach bez łodzi trzeba zapomnieć.

Ścieżka  przyrodnicza „Nadrybie:  bardzo sympatyczna trasa jakieś 2-3 kilometry dosłownie w cieniu wieży kopalnianej Bogdanki. Sama ścieżka jest nieźle oznaczona, ale ciężko znaleźć jej początek. Auto chyba najlepiej zostawić na parkingu przy rondzie w miejscowości Nadrybie. Stamtąd wygodnie można dojść do przystanku autobusowego, przy którym jest wejście na ścieżkę . Jest to wprawdzie przystanek nr 7 ścieżki przyrodniczej, ale i tak tworzy ona pętlę więc nie ma to większego znaczenia. Spacer ścieżką bardzo nam się podobał. Polecamy!

Niestety krótki dzień nie pozwolił na nic więcej. Jak widać późnojesienne wyjazdy mają swoje ograniczenia, ale to jeszcze nie powód byśmy z nich rezygnowali.

⇐ poprzedni wpis                                    następny ⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *