Rozpoczęcie sezonu narciarskiego.

Nie, nie pojechaliśmy kamperem. Pojechaliśmy… autokarem. Tak, autokarem!

Wyjazd narciarski  w połowie stycznia jak co roku zorganizował kolega Witek. I właśnie ta perfekcyjna organizacja powoduje, że jest to jedyny znany nam przypadek, gdzie wyjazd grupowy ma przewagę nad wyjazdem indywidualnym. Z pewnością wielka zasługa w tym talentów organizacyjnych Witka, niemniej wiele zależy od samych uczestników, w większości wieloletnich weteranów tego przedsięwzięcia. My,  niestety głównie z powodów zdrowotnych przez kilka ostatnich lat w wyjazdach nie mogliśmy uczestniczyć i dlatego z największą przyjemnością mogliśmy skorzystać tym razem. Bawiliśmy się świetnie.

Tak więc w gronie około pięćdziesięciu wytrawnych i baardzo wesołych narciarzy przez pierwsze dwa dni wyjazdu testowaliśmy stoki Kotelnicy Białczańskiej. Nowe kanapy, nieźle przygotowane stoki i tłok o wiele mniejszy niż pamiętaliśmy z wcześniejszych wyjazdów zrobiły na nas niezłe wrażenie. Tylka ta mgła. Pierwszego dnia było najgorzej, drugiego niewiele lepiej. Trzeciego zaś dnia, gdy pojechaliśmy na Jurgów, mgły już prawie nie było.

Na Jurgowie bez zmian, te same wyciągi, te same trasy. Nieźle przygotowane i mniej zatłoczone niż na Kotelnicy więc jazda była bardzo sympatyczna. No i wreszcie jakieś widoki! Pokazały się Tatry, ale może dlatego, że troszeczkę jeszcze zamglone nie robiły większego wrażenia. Nie powiem, lubimy te nasze zadeptane i zatłoczone do granic możliwości góry, dobrze że udało nam się je przemierzyć wzdłuż i wszerz za młodych lat. Także po słowackiej stronie co ze względów organizacyjnych było niemałym wyzwaniem. Wówczas to była wielka przygoda. Teraz z racji tłoku i wszechogarniającej komercji nie sprawiłoby to nam chyba aż takiej przyjemności.

I dopiero patrząc na zamglone  i przez to pewnie dziwnie skarlałe Tatry zaczęło docierać do mnie, dlaczego co roku niemałym wysiłkiem pokonujemy te tysiące kilometrów, by w zimie pojawić się na stokach Dolomitów. Jedziemy tam dla mnogości tras,  dla świetnie przygotowanych i niezatłoczonych stoków, ale przede wszystkim jedziemy przecież w wielkie góry. Takich widoków i takiej atmosfery tutaj nie znajdziemy.

 

⇐ poprzedni wpis                                   kolejny ⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *