Roztocze kamperem. Bondyrz i Jacnia.

Roztocze ostatnio bardzo rozkwitło turystycznie. Jednak tak się jakoś składa, że niektóre miejsca oblężone są do granic zdrowego rozsądku a tuż obok jest spokój i turystów jak na lekarstwo. Trudno uwierzyć? Oto dowód. W ostatni weekend wakacji sprawdziliśmy czy w topowych miejscach Roztocza jest tłok, i czy znajdziemy w ich okolicy trochę spokoju i puste szlaki. Przeczytajcie relację.

Piątek, 28 sierpnia 2020 roku.

Wyruszyliśmy rutynowo po piętnastej. Kierunek Bondyrz. Na głównej drodze w Bondyrzu ruch olbrzymi, parkingi przy znanych knajpach zapełnione. Skręciliśmy w stronę tartaku i zaparkowaliśmy przy niebieskiej trasie rowerowej. Cisza, spokój, lekki obiadek przygotowany w kamperze wzmocnił nasze siły.

Postanowiliśmy zrobić kilkukilometrową wycieczkę najpierw niebieską trasą rowerową, potem zielonym szlakiem pieszym prowadzącym do Bliżowa. Pętla przez Bliżowa w krótkie już popołudnie to już za daleko, trzeba będzie skrócić ją nieoznakowanymi drogami lokalnymi.

Wycieczka bardzo się udała. Trasa prowadziła z początku kałużastym nieco po ostatnich opadach duktem leśnym, ale gdy skręciliśmy w idący ostro pod górę zielony szlak otworzyły się przed nami fajne, rozległe widoki. Pola poszarzały, za to jarzębina cała w czerwieni, nawłoć się żółci a tarnina w tym roku obrodziła wyjątkowo. I dzikie jabłka i gruszki. Późne lato też ma swoje uroki.

Lokalnymi drogami bez żadnych wróciliśmy do kampera. Co to znaczy porządna, elektroniczna mapa. Na całej trasie nie spotkaliśmy ani jednej osoby.

Zasłużyliśmy na dobrą kolację. Szkoda było czasu na stanie w kolejce do stolika w Bondyrzu czy pobliskim Guciowie.  Znamy pyszną pizzę w Krasnobrodzie. To nic, że na papierowych talerzach, że trzeba jeść rękami. Cieniutkie chrupiące ciasto, pyszne nadzienie i widok na zalew. Bajka!

O noclegu na „naszym” miejscu w Krasnobrodzie możemy zapomnieć, spaceruje tam teraz zbyt wielu turystów. Mieliśmy w zanadrzu na takie sytuacje rezerwowe miejsce niedaleko zalewu i stadniny, ale z lenistwa zadowoliliśmy się innym, na parkingu praktycznie w samym centrum miasta. Było w porządku. Przynajmniej rano do piekarni po bułki było niedaleko.

Sobota, 29 sierpnia 2020 roku.

Ze świeżym pieczywem pojechaliśmy do Jacni. Znaleźliśmy piękne, zacienione miejsce nad zalewem. Kawa, leniwe śniadanie.

Na szlak wyruszyliśmy dopiero około godziny dziesiątej. “Szlak” był w tym przypadku pojęciem umownym, gdyż tylko początkowo kierowaliśmy się „czerwonymi kijkami” na Suchowolę, potem to już była pełna improwizacja.

Od kiedy zainstalowaliśmy w telefonie mapy turystyczne chodzenie nie tylko szlakami, ale i nieoznakowanymi ścieżkami stało się znacznie prostsze. W każdej chwili widzimy swoją pozycję. Podstawowa mapa topograficzna Polski jest za darmo, ale za niewielkie pieniądze można dokupić elektroniczne wersje map papierowych. My korzystamy jednocześnie z jednych i drugich.
Nie będziemy się wymądrzać. Pomysł ściągnęliśmy z bloga:  https://mynaszlaku.pl/darmowa-mapa-turystyczna-w-wersji-online/.

Trochę jednak szkoda, kiedyś chodzenie poza szlakami czasami dostarczało wiele emocji. Teraz idzie się jak po sznurku, tylko te kilometry i kilometry.

Wracaliśmy z Suchowoli przez Grabnik wysoko granią, potem do Jacni schodziliśmy w dół i w dół, aż strach byśmy nie wpadli w jakąś depresję. Jak na Roztocze to spore były te różnice poziomów. Nic dziwnego, że własnie w Jacni jest nieźle funkcjonujący stok narciarski.

Zrobiliśmy tego dnia około 18 kilometrów. Jak można się domyśleć tłoku na szlakach nie było. Spotkaliśmy na “czerwonych kijkach” łącznie cztery osoby. Dwie jak szliśmy w kierunku Suchowoli i dwie jak wracaliśmy.

Na nocleg zostaliśmy w Jacni. Oprócz nas po przeciwnej stronie zalewu stała jeszcze jedna przyczepa kempingowa. Piękny, ciepły letni wieczór, rozgwieżdżone niebo, do tego pełnia księżyca.

Niedziela, 30 sierpnia 2020 roku.

Kolejny leniwy poranek, a że Jurkowi coś „wlazło” w stopę, o dalekich wędrówkach nie było mowy. Od rana było bardzo gorąco, więc zrobiliśmy to, co zrobiłaby większość ludzi na naszym miejscu. Zalegliśmy w cieniu na plaży. Przespacerowałam się tylko raz na kawę do restauracji przy stoku narciarskim, ale w tych warunkach był to wyczyn nie lada.

Mimo wielkiego upału i wakacyjnej, bądź co bądź pory, turystów na plaży było niewielu, dosłownie kilkanaście osób. Zapewne tłoczyli się w bardziej znanych miejscach.

One thought on “Roztocze kamperem. Bondyrz i Jacnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *