Roztocze kamperem. Krasnobród. Nowe ścieżki.

Nie mogło być inaczej, musieliśmy rozpocząć naszą kamperową przygodę z Roztoczem 2020 w Krasnobrodzie, gdzie za każdą wizytą obserwujemy zmiany na lepsze. Jak na całym Roztoczu zresztą. Już na wstępie mile zaskoczyła nas gładka jak stół nawierzchnia drogi na całym odcinku od Tomaszowa Lubelskiego. Droga jeszcze w budowie, ale na szczęście asfalt już jest na swoim miejscu.

W piątkowe popołudnie zaparkowaliśmy kampera na „naszym” miejscu  przy zalewie. Woda w zalewie jest. Nie jest to jakiś wysoki stan, ale bywało gorzej. Plaża zrobiła się przez to ogromna, widać że została przygotowana, piasek przeorany, wyczyszczony.

Gastronomia przy zalewie dopiero w rozruchu, ale co dla nas najważniejsze piec w Pizzy Jama (sorry za reklamę, ale naprawdę z czystym sumieniem) właśnie się rozpalał. Na takie pyszności trzeba jednak zasłużyć. Najpierw stracić kalorie a dopiero potem je uzupełniać. W odwrotną stronę jakoś nie wychodzi.

W Krasnobrodzie byliśmy już naprawdę wiele razy a nowych miejsc i szlaków do zwiedzania nam nie brakuje. Tym razem kierując się czarnymi znakami ścieżki dydaktycznej przeszliśmy znad zalewu do wioski Hutki.

Znajdują się tam jedne z najwydajniejszych na Roztoczu źródła wody, które wydatnie zasilają przepływający obok, niemrawy jeszcze Wieprz. Wyraźnie widać jak krystalicznie czysta, źródlana woda niechętnie łączy się z tą mętną z rzeki. Źródła obudowane zostały nowym pomostem, teraz można wszystko obejrzeć z bliska.

Idąc dalej za czarnymi znakami kilkaset metrów za mostem mijamy rozległy parking i miejsce piknikowe w lesie, na skraju stawu. Jest tam nawet nielegalne  ”kąpielisko”. Fajne miejsce, szkoda tylko, że pobliski zakład przerobu drewna tak hałasuje. I to całą dobę.

Znaki skierowały nas dalej leśną drogą w kierunku Krasnobrodu. Fajna była to droga. Z jednej strony las, z drugiej co raz pojawiały się stawy hodowlane. Niesamowite. Nie wiedzieliśmy, że tyle stawów ukrytych jest lesie!  Co rusz jakaś droga, czy ścieżka kierowała się na groblę, fajnie byłoby się tam troszkę pokręcić, pozwiedzać. O ile nie boimy się zardzewiałych tablic z ledwo czytelnym napisem „Zakaz wchodzenia”.

My jednak swój limit tracenia kalorii wyczerpaliśmy i szybko kierowaliśmy się wprost na pizzerię. Dopiero potem ociężale ruszyliśmy w kierunku kampera. Aplikacja w telefonie zliczyła nam w czasie tej wycieczki 12500 kroków.

Sobota, 23 maja 2020 roku.

Zimna noc, rano temperatura spadła do 3 stopni. Wstaliśmy jak zwykle wczesnym rankiem, a tu niespodzianka! W nocy zaparkował obok nas brat-bliźniak naszego kamperka! Na rzeszowskich blachach.

Sąsiedzi spali, cichutko zjedliśmy więc śniadanie i w drogę. Najpierw wzdłuż zalewu, potem koło stadniny do głównej drogi. Następnie skręciliśmy w ulicę Wiśniową i kierując się niebieskimi znakami ścieżki przyrodniczej ruszyliśmy w kierunku Grabnika.

Tym szlakiem też jeszcze nie szliśmy. Najpierw niewielkie podejście i już jesteśmy na „grani” z pięknymi widokami na Grabnik po lewej i Krasnobród po prawej stronie. Ciepło, nie upalnie, lekki wiaterek, przecudnie.

Wokół pola, gdzieniegdzie pracują rolnicy. Z ciekawością obejrzeliśmy proces sadzenia tytoniu. Specjalna maszyna sadzi cztery rządki jednocześnie ale obsługuje ją aż 7 osób. Maszyny maszynami, nie poradzą sobie jednak bez pomocy człowieka.

Idąc dalej granią dotarliśmy do drogi Krasnobród – Grabnik. Od czasu kiedy w Grabniku powstała olbrzymia rozlewnia wody mineralnej droga została przebudowana na asfaltową. Przy dwóch wieżach telekomunikacyjnych przekroczyliśmy tą asfaltową drogę i poszliśmy dalej prosto tak jak kierowały znaki. Polnymi drogami potem lasami dotarliśmy w końcu do Majdanu Wielkiego. Potem jeszcze jakiś kilometr trzeba było iść asfaltem. Dobrze, że chociaż ruch był niewielki.

Około dziesiątej zatrzymaliśmy się przy kapliczce na wodzie i zrobiliśmy sobie dłuższy odpoczynek w cieniu drzew. Potem imponującą kasztanową aleją (wszystkie drzewa kwitły) dotarliśmy do Sanktuarium. Odwiedziliśmy  muzeum z bardzo ciekawą kolekcją zwierząt i ptaków oraz ptaszarnię. Wstęp wolny, ale warto wrzucić do puszki co łaska.

Szkoda tylko, że w ptaszarni wszystkie ptaki stłoczone są w klatkach. Z tyłu klasztoru, za murami ogrodzenia są naprawdę duże wolne tereny, najpierw drogi krzyżowej a potem Kalwarii Krasnobrodzkiej. I wszystkie te dostojne pawie mogłyby sobie tam spacerować. Jak w Łazienkach.

Do kampera wracaliśmy oczywiście nie najkrótszą trasą, tylko znowu bocznymi ulicami i polnymi drogami. Aplikacja pokazała nam 25000 kroków. Sporo jak na nas. A dzień się przecież dopiero zaczyna.

Sąsiedzi ze stojącego obok kampera jeszcze nie odjechali, miło było chwilę pogawędzić. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, może w lepszych czasach, przy grillu lub przy ognisku! Pozdrawiamy!

Postanowiliśmy teraz odwiedzić Rezerwat Debry. Przy wejściu na szlak nie ma parkingu, kampera zostawiliśmy więc przy Zagrodzie Guciów co zmusiło nas do przejścia jakieś 500 metrów ruchliwą drogą.

Nie uda się w tym miejscu nie wspomnieć o miejscach najbardziej obleganych i najbardziej komercyjnych na całym Roztoczu. Zagroda Guciów do takich należy. Opisy znajdziecie w każdym przewodniku i reklamach wycieczek typu dziesięć stolic w trzy dni. To zdecydowanie nie nasz styl.

Trasa ścieżki przyrodniczej okazała się wcale nie taka krótka i łatwa jak się spodziewaliśmy – a byliśmy już trochę zmęczeni. Była za to ona bardzo urokliwa. Szkoda opisywać, musicie sami ją odwiedzić, punkt obowiązkowy zwiedzania Roztocza. My z pewnością wrócimy tu jeszcze jesienią w porze opadania liści.


Aplikacja pokazała prawie 11000 kroków. Intensywny był więc ten nasz sobotni wypoczynek. Dwie wycieczki, łącznie 36000 kroków czyli ponad 30 km.

Wieczór się zbliżał, a że na niedzielę prognozy zapowiadały paskudną pogodę postanowiliśmy od razu wrócić do domu. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Zwierzyńca rozejrzeć się.

Kemping zamknięty, czynny jest za to ogródek piwny przy browarze. I do tego znowu w szkle podają, a nie jak ostatnio w plastikach. Turystów sporo, na szlakach przez dwa dni nikogo nie spotkaliśmy a tu proszę bardzo! I jeszcze dwa kampery na parkingu przy Stawie Kościelnym.

W czasie tego wyjazdu widzieliśmy 6 kamperów, jak nigdy dotąd. Zamknięte granice z pewnością robią swoje ale i to, że Roztocze staje się coraz bardziej popularne wśród braci kamperowej nie budzi wątpliwości. Jeżeli jest w tym choć cząstka naszej zasługi to bardzo nas to cieszy. Do zobaczenia na szlaku!

Nie jest to nasza jedyna relacja z Roztocza. Pozostałe znajdziesz tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *