Roztocze kamperem. Rozpoczęcie sezonu. Zamość.

Nareszcie ! I to podwójne nareszcie! Rozpoczęliśmy sezon kamperowy i w końcu udało się odwiedzić kamperem miasto Zamość. Bo dopiero pobyt z noclegiem upoważnia nas do zamieszczenia tutaj opisu tego jednego z najładniejszych miast w Polsce. Pamiętajmy, że zwiedzanie Roztocza bez wizyty w Zamościu po prostu się nie liczy.

Zacznijmy jednak po kolei.

 

Czwartek, 25 kwietnia 2019

Jurek miał zaplanowane sprawy służbowe, więc tym razem „odbierałam”  go z pracy nie  w Tomaszowie ale w Zamościu. Nie zwlekając (w Zamościu planowaliśmy dłuższy pobyt następnego dnia) wyruszyliśmy w kierunku zalewu Nielisz. I od razu wpakowaliśmy się w drogę, która była w remoncie na całej długości aż do samego zalewu. Widok jakże budujący, ale z każdym kolejnym wahadełkiem nasz entuzjazm do tego przedsięwzięcia nieco przygasał.

Dotarliśmy w końcu do miejscowości Nielisz dającej nazwę zalewowi. Dostęp do wody zalewu jest tutaj bardzo utrudniony poprzez gęste ogrodzenia i zabudowania. Jest za to ogólnodostępna plaża gminna. Od drogi głównej do plaży prowadzi ładny chodnik, ale niestety przy tej drodze głównej nie ma żadnego parkingu! Teraz przed sezonem udało nam się zatrzymać na chwilę na poboczu, w sezonie byłoby to raczej niemożliwe. Sama plaża sympatyczna, widać że miłośnicy kąpieli mogą liczyć na opiekę ratownika, na czysty piaseczek oraz małe co nieco do zjedzenia. Jest także wypożyczalnia sprzętu wodnego. 

Z Nielisza poprzez zaporę można przejechać na zachodni brzeg zalewu. Tutaj o dostęp do wody dużo łatwiej, są miejsca, gdzie można stanąć kamperem nad samą wodą. Ale na plażę z piaseczkiem nie ma chyba co liczyć. W miejscowości Kulików na MOR przy Green Velo jest duży zielony teren z wiatą, ławami, stołami i miejscem na ognisko czy grilla. Z dala tu od cywilizacji, można się wyciszyć i kontemplować otoczenie, tylko zakupy trzeba zrobić wcześniej!  Zalew Nielisz to z pewnością raj dla wędkarzy, zwolennicy różnych urządzeń pływających też pewnie będą zadowoleni. Nas zalew nie zachwycił na tyle jednak, żebyśmy chcieli pozostać tam choćby na jedną noc. Ale my odbiegamy od średnich statystycznych w tym względzie.

Tego dnia postanowiliśmy jeszcze odwiedzić Radecznicę. Nie bywaliśmy dotychczas w tej części Roztocza, a z map i innych dostępnych materiałów wynika, że jest tam wiele ciekawych rzeczy do zobaczenia. Nie zawiedliśmy się. W ramach krótkiego rekonesansu odwiedziliśmy najpierw w Sąsiadce pradawne grodzisko: Gród Czerwieński Sutiejsk. Bardzo ładne i zadbane miejsce z altaną i tablicami informacyjnymi.  Można rozpalić ognisko, można pozostać na noc. Jest kran z wodą.

     W Radecznicy zwiedziliśmy Sanktuarium pod wezwaniem św. Antoniego. Największe wrażenie zrobiły na nas kryte schody (98 stopni) wiodące z drogi na wzgórze z bazyliką. Radecznica bardziej znana jest ze szpitala, TEGO szpitala. Od Sanktuarium i budynków zakonnych oddziela go zwykłe ogrodzenie. Tutaj chyba najłatwiej uzmysłowić sobie jak cienka i krucha granica dzieli oba te światy.

A okolica Radecznicy przepiękna. Na pewno wrócimy.

Po drodze do Tomaszowa nie oparliśmy się jeszcze urokowi Górecka Kościelnego. Spacer aleją dębów zachwyci każdego, o każdej porze. Stare, pomnikowe drzewa mają teraz towarzystwo. Jest sporo nasadzeń, młode dęby chronione są ogrodzeniami z siatki a każdy z nich sygnowany jest czyimś nazwiskiem.

Na wieczór i nocleg dotarliśmy wreszcie do Tomaszowa. Kampera rozstawiliśmy na naszym ulubionym parkingu.

Piątek, 26 kwietnia 2019

Jurek poszedł do pracy, a ja miałam czas na ogarnięcie kampera, pogawędki ze znajomymi i drobne zakupy. Oczywiście musiałam też odwiedzić dawno nie widziany modrzewiowy kościółek, świeżo odrestaurowany i pięknie przystrojony kwiatami. Po południu znów pojechaliśmy do Zamościa. Jurek miał firmowe spotkanie, a ja bardzo przyjemnie spędziłam ciepłe wiosenne popołudnie: spacer do  ZOO i wokół twierdzy. W parku fontanna jeszcze nieczynna, ale rabatki ładnie ukwiecone. Na rynku gwarnie już i kolorowo, radośnie. Zasiedliśmy w miłym towarzystwie w jednym z ogródków. Pomyśleć tylko: niedawno szusowaliśmy razem na nartach, a dzisiaj wiosna w pełnym rozkwicie!

Nie podejmuję się opisywać zabytków Zamościa. Są przewodniki, jest internet. Najczęstszym błędem odwiedzających Zamość jest ograniczenie się do rynku i uliczek  starówki. Zamość był dawniej  potężną twierdzą. W ostatnich latach wielkim nakładem dokonano restauracji wielu obiektów obronnych. Wycieczka dookoła murów miasta, poznanie budowy obiektów militarnych i ich historii może być bardzo interesujące. A ci co się historią nie interesują spędzą po prostu czas podziwiając piękne plenery. Zamość da się lubić za kilometry ładnych ścieżek spacerowych i rowerowych, za  piękny park i urokliwą starówkę. I za pobliskie Roztocze.

W Zamościu jest wiele możliwości zatrzymania się na noc, rozległe parkingi rozlokowane są w kilku miejscach wokół murów miasta. My nocowaliśmy na parkingu w pobliżu Lunety. Parking ten jest bardzo obszerny, oświetlony i niedaleko rynku. W nocy było bardzo spokojnie.

Sobota, 27 kwietnia 2019                                                                    

Wyruszyliśmy rano. Na początek do Szczebrzeszyna. W Szczebrzeszynie za rynkiem skręciliśmy w prawo, potem w lewo ulicą Cmentarną. Wąska dróżka wiła się w górę, za cmentarzem wypłaszczyła się  i przez kilka kilometrów prowadziła granią oferując przepiękne, rozległe widoki. Dojechaliśmy do końca asfaltowej drogi i zdecydowaliśmy, mimo niepewnej pogody, zrobić pieszą wycieczkę wąwozami lessowymi. Trasa oznaczona czarnymi znakami zamykała się w pętlę, my jednak zawróciliśmy z miejsca rozwidlenia szlaków czerwonego i czarnego. Tyle przecież tego dnia było jeszcze do zobaczenia.

W samym Szczebrzeszynie odnaleźliśmy punkt Informacji Turystycznej, nieczynny oczywiście. Ale przyznać trzeba, że przy rynku i domu kultury umieszczono duże tablice z czytelnymi mapami a szlaki w terenie są bardzo dobrze oznakowane.

Koło południa dotarliśmy do Lipowca. Droga asfaltowa kończy się tam w urokliwym miejscu. Pod lipami ustawiona jest drewniana ława, obok jest stolik z ławkami i  pięknym widokiem na roztoczańskie wzniesienia. Nic dziwnego, że w takim miejscu zwykłe kanapki i odgrzane racuszki smakowały wyśmienicie. Spotkała nas też miła niespodzianka: zainteresowany naszym kamperem właściciel gospodarstwa agroturystycznego Prorock w rewanżu pokazał nam swój „pensjonat w budowie”. Już prawie gotowy, wymagający tylko drobnych prac wykończeniowych i umeblowania. Zapowiada się naprawdę nieźle, pokoje i łazienki są bardzo obszerne, na ścianach piękna mozaika z kamienia. Na miejscu planowany jest bar i pizzeria. Sądzę, że niewiele jest na Roztoczu obiektów turystycznych o takim standardzie. Według właściciela obok pensjonatu powstanie także miejsce dla kamperów. Podziwiam i szanuję!  Z pewnością odwiedzimy to miejsce wkrótce, tutaj w Lipowcu nawet i w szczycie sezonu można będzie znaleźć ładne szlaki bez tłumu turystów.

Na wycieczkę pieszą wyruszyliśmy z tego miejsca niebieskim szlakiem w kierunku Kawęczynka. Początek trasy był nieco uciążliwy. Leśna droga wiodła lessowymi wąwozami, ale wielkie koleiny zmuszały do ciągłego patrzenia pod nogi. Na skrzyżowaniu niebieskiego szlaku z zielona trasą rowerową skręciliśmy w lewo aby zgrabnie zamknąć pętelkę i wrócić do kampera. Jak się okazało był to najładniejszy odcinek  całej trasy. Szliśmy wygodną polną droga wśród kwitnących drzew, krzewów i leśnych kwiatuszków. Rozległe widoki oszałamiały. A pogoda była idealna: ciepło, lekki wietrzyk i te cudowne wiosenne zapachy!

Na nocleg zjechaliśmy do Zwierzyńca, spędziliśmy uroczy wieczór w naszych ulubionych miejscach. Warto wspomnieć, że browarny ogródek otworzył już swoje podwoje.

Turystów na Roztoczu mimo bliskości długiego majowego weekendu było jeszcze niewielu. Wpływ pewnie na to miała niezbyt budująca prognoza pogody. Sobota udała się jednak przepiękna, spadło tylko kilka kropli deszczu, po południu zrobiło się nawet słonecznie. Załamanie pogody przyszło później.

Niedziela, 28 kwietnia 2019

Gdybyśmy wstali o czwartej rano, może zdążylibyśmy zrobić jakiś szlak. A jak się śpi prawie do siódmej … Zaczęło padać i padało coraz bardziej, bez nadziei na poprawę pogody. Zdecydowaliśmy, że wracamy do domu. Trochę szkoda, ale przecież wrócimy tu już niedługo…

Nie jest to jedyna relacja z Roztocza. Pozostałe znajdziesz tutaj.

⇐ poprzedni wpis                                       następny⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *