Roztocze kamperem. Susiec. Osuchy.

Uważni czytelnicy naszego bloga z pewnością zauważyli, że brakuje relacji z okolic Suśca. Nie dlatego, że nie warto tu przejechać, wręcz przeciwnie, są to jedne z najładniejszych i najbardziej znanych miejsc na całym Roztoczu. Powody są dwa. Po pierwsze teren ten „wyeksploatowaliśmy” do granic możliwości w czasach przedblogowych. Po drugie unikamy tłoku, a to tu jest niełatwe. Czas płynie, wspomnienia się zacierają i pora je odświeżyć. A co z tłokiem? Jest rada: przyjechać późnym popołudniem, rano wyjechać wcześnie zanim tłum zgęstnieje. W ten sposób jest czas na dwie piękne wycieczki,  rano i wieczorem.

Piątek, 5 czerwca 2020 roku.

Wyruszamy po piętnastej. Kierunek Rebizanty, nocleg planujemy u Gargamela. Nie możemy tam jednak – zgodnie z naszą filozofią – pojawić się za wcześnie. Postanowiliśmy w takim razie zbadać najpierw walory turystyczne nieodległej Rudy Różanieckiej.

Nie zatrzymując się minęliśmy parking przy moście na Tanwi w Rebizantach (nie wszyscy wiedzą, że przebiegała tędy granica pomiędzy zaborami rosyjskim i austriackim) i jadąc dalej zmusiliśmy kampera do wdrapania się na szczyt Wału Huty Różanieckiej. Widok stąd niezmiennie budzi nasz zachwyt. Lasy, lasy i lasy aż po horyzont. Puszcza Solska.

Ruda Różaniecka jest przepięknie położona w samym centrum tych lasów. Czyste zadbane obejścia, czyste ulice, mnóstwo stawów hodowlanych dookoła a przede właśnie to położenie pozwalają przypuszczać, że powinien tu być raj dla turystów.

Niestety, miejscowość ta nie wykorzystuje swojego potencjału. Brakuje tutaj oznakowanych szlaków pieszych czy ścieżek edukacyjnych, które ściągają wielu turystów. O innej infrastrukturze turystycznej też można zapomnieć. Rowerzyści za to mogliby się tu odnaleźć. Co prawda oznakowana trasa rowerowa jest tylko jedna, ale asfaltowych dróg leśnych bez liku. Trzeba tylko mieć dobrą mapę.

Spróbowaliśmy dwóch wycieczek. Jedną tyłami stawów – nic ciekawego, wycofaliśmy się dość szybko. Potem obraliśmy kierunek na Rozkopaną Górę. Bez fajerwerków, ale w sumie był to całkiem przyjemny spacer szeroką leśną drogą.

Coś tam się jednak w tej Rudzie Różanieckiej dzieje. Brzegi stawów od strony drogi wojewódzkiej są zagospodarowywane. W jednym miejscu powstało kąpielisko z piaszczystą plażą oraz olbrzymi hotel z restauracją na wyspie. W innym  – i to miejsce szczególnie polecamy – bar ze smażalnią. Dla leniuszków przygotowano leżaki i hamaki, dla bardziej aktywnych ścieżki spacerowe wśród stawów .

Gdy późnym popołudniem zajechaliśmy do Gargamela samochodów było już niewiele. Parking ma świetną lokalizację, na wysokiej skarpie, kilka drewnianych schodków i już jesteśmy na jednym z najładniejszych szlaków – „Szumy nad Tanwią”. Jest też doskonałym punktem wypadowym na wszystkie inne szlaki tej części Roztocza. I kosztuje „co łaska”.

Ma kilka wad. Żadnych udogodnień, ciężko jest też znaleźć płaskie i zacienione miejsce. A brama  zamykana jest wieczorem po zakończeniu pracy baru do mniej więcej godziny 10 rano.

Szlak opustoszał, do zmroku  trasę między mostkami zdążyliśmy jeszcze zrobić dwa razy. Wody w rzece po ostatnich opadach było wyjątkowo dużo, progi wyglądały imponująco.

Gdy wróciliśmy z wycieczki brama była już zamknięta a oprócz nas na parkingu został jeszcze jeden kamper na świętokrzyskich blachach.

W nocy zapowiadana była niezwykle widowiskowa pełnia księżyca, ale zobaczyliśmy tylko pełne zachmurzenie ):, cóż, nie można mieć wszystkiego!

Sobota, 6 czerwca 2020 roku.

Jeżeli będziecie kiedykolwiek w okolicach Suśca zbrodnią byłoby ograniczyć się tylko do zwykłego spaceru nad rzeką!

Szlak który zaproponujemy dostępny jest dla każdego, z kondycją czy bez, w zwykłych butach czy nawet sandałach. Rowerem nie da rady. Co prawda to około 8 km, ale jest wiele miejsc, gdzie można usiąść i odpocząć. I nie ma się po co śpieszyć. Będziemy oglądać bodajże najładniejsze miejsca jakie susiecka ziemia ma do zaoferowania.

Z parkingu przy moście w Rebizantach lub z parkingu u Gargamela trzeba wyruszyć niebieskim szlakiem z biegiem rzeki. My tak właśnie zrobiliśmy w sobotni poranek. Szlak prowadzi najpierw wzdłuż Tanwi potem wysoką skarpą ładnymi lasami.

Proponujemy tutaj zejść ze szlaku do rzeki. Niezwykłe miejsce, będziecie zadziwieni.

Idąc dalej szlakiem uważać trzeba, by nie przegapić skrętu w prawo. Nie wolno przez pomyłkę pójść dalej czarnym szlakiem, który właśnie tutaj się pojawia! To 10 km do najbliższych siedzib ludzkich!

Schodzimy więc w dół, tam gdzie rzeka Jeleń wpada do Tanwi. Fascynujące miejsce. Dalej idziemy pomostami.

Zbliżamy się do Kościółka. Skąd ta nazwa? Wszystko wyjaśni tablica informacyjna. Idziemy dalej pilnie za niebieskimi znakami, uważając by nie przegapić miejsca, gdzie szlak skręca w prawo. Czeka nas jeszcze spektakularne przejście na drugą stronę kanionu Jelenia a potem najwyższy na Roztoczu wodospad.

Od wodospadu porzucamy niebieski szlak i kierujemy się znakami  żółtymi w kierunku Tanwi i naszego parkingu.

Do kampera wróciliśmy przed dziesiątą i nie zajmując niepotrzebnie miejsca osobówkom przenieśliśmy się na zacieniony parking przy kościele w Suścu. Miejsce to jest bardzo spokojne a nam się przecież trochę odpoczynku należało. Poleniuchowaliśmy ze dwie godziny i pojechaliśmy przez Hamernię i Józefów do wioski Osuchy leżącej po drugiej stronie Puszczy Solskiej.

Osuchy są miejscem, gdzie w ramach wielkiej niemieckiej akcji Sturmwind II zamknięto partyzantów w kotle okrążenia.  Bitwa do jakiej doszło w czerwcu 1944 roku przy forsowaniu rzeki Sopot pod Osuchami uznawana jest za jedną z najcięższych bitew partyzanckich w Polsce, a cmentarz w Osuchach należy do największych w Europie.

Musimy dodać w tym miejscu, że walki w kotle toczył „kontyngent” 1 batalionu BCh obwodu hrubieszowskiego Stanisława Basaja „Rysia” w składzie 300 osób. Dowódcą tego oddziału w walkach w Puszczy Solskiej był plut. Antoni Warchał „Szczerba” z Kryłowa, który poległ w walce na bagnach Maziarni. Była to ostatnia duża, niestety przegrana, bitwa 1 batalionu BCh obwodu hrubieszowskiego.

W 1 batalionie BCh obwodu hrubieszowskiego w randze kapitana służył Jurka dziadek pseudonim „Ostoja”. Nie brał udziału w walkach w Puszczy Solskiej. Walczył potem  w Powstaniu Warszawskim. Wojnę przeżył ale zmarł w 1946 roku.  Babcia zmarła najprawdopodobniej w obozie przejściowym w Pruszkowie. Grobu nigdy nie odnaleziono.

Obok partyzanckiego cmentarza w Osuchach znajduje się spory budynek z salą pamięci dostępną po uprzednim kontakcie telefonicznym. Na zewnątrz budynku jest wiele tablic informacyjnych, tak że nie było potrzeby korzystać.

Kampera zostawiliśmy na obszernym trawiastym placu przed budynkiem i czarnym szlakiem wyruszyliśmy do Fryszarki. Szlak biegł cały czas wzdłuż rzeki Sopot, niewidocznej zresztą, meandrującej po bagnistym terenie. To właśnie na tym odcinku od Osuch do Fryszarki odbywała się bitwa. Na szlaku ustawiono tablice informacyjne z opisami wydarzeń.

Po Fryszarce, dawnej osadzie leśnej pozostała tylko nazwa. I drewniany most na Sopocie. W planie mieliśmy iść dalej czarnym szlakiem aż do skrzyżowania z zielonym i dopiero tym zielonym szlakiem wrócić do Osuch. Postanowiliśmy jednak skrócić pętlę i po przejściu przez most wybraliśmy drogę leśną jak najbliżej rzeki.

Na mapie smartfona wyglądała nieźle, ale w realu doprowadziła nas na bagno i zniknęła. Cofnęliśmy się jakiś kilometr i spróbowaliśmy obejść bagno inną drogą, nic z tego. Bagno i bagno. Nie pozostało nic innego jak wracać tą samą trasą, którą przyszliśmy.

Żaden dramat, ale dostaliśmy nauczkę, żeby nie ufać do końca tej nowej technologii. Okazało się potem, że gdybyśmy spojrzeli na zwykłą papierową mapę uniknęlibyśmy całego zamieszania. Obok kreski drogi jest tam malutki napis wyjaśniający wszystko – „droga zimowa”.  

Na całym szlaku spotkaliśmy tylko kilku rowerzystów. Telefoniczna aplikacja pokazała prawie 24000 kroków czyli grubo ponad 18 km. Trzeba jeszcze doliczyć poranne 8. Zupełnie nieźle. Na nocleg zostaliśmy na placu obok izby pamięci.

Niedziela, 7 czerwca 2020 roku.

Po śniadaniu na trawie

przejechaliśmy do Józefowa, gdzie od ubiegłego roku czekał na nas szlak „czerwone kijki” czyli trasa Nordic Walking. Pętla 9 km. W ubiegłym roku powstrzymały nas opryski lasów. Trasę pokonaliśmy teraz z przyjemnością, choć upał narastał.

Narastał do tego stopnia, że musieliśmy się skryć przed nim pod olbrzymimi sosnami. I tak zaczęło się typowe, kamperowe życie. Czytanie, rozwiązywanie krzyżówek, drobne dłubanie w kamperze.  

Niestety, duży upał przerodził się w równie dużą burzę. Nie było na co czekać. Czas do domu.

Nie jest to nasza jedyna relacja z Roztocza. Pozostałe znajdziesz tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *