Warmia i Mazury 2021.

Po dwóch wycieczkach, we wrześniu ubiegłego roku i teraz w maju, Warmia i Mazury zostały nam takie jakieś… niedokończone. Taki stan nie może trwać długo, rozciągnęliśmy więc długi czerwcowy weekend o kilka dni urlopu i skierowaliśmy się na północ. Trudno, góry jeszcze trochę poczekają.

Czwartek, 27 maja 2021 roku.

Pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w Uzdrowisku Konstancin – Jeziorna. Dotarliśmy tam w sam raz na wieczorny spacer po parku i przyległych uliczkach.

Wiele tu wspaniałych budowli, niestety znaczna część perełek architektury znajduje się w opłakanym stanie. O ich dawnej świetności świadczą resztki murów i rozległe działki z wielkimi drzewami. Polecana przez przewodniki Willa Le Fleur została odrestaurowana, ale niestety „Nieczynne do odwołania”.

Z atrakcji w parku znajdują się tężnie solankowe, ale nie dość że przeciętnej urody to jeszcze wstęp do nich, ku naszemu zdziwieniu, jest płatny. Gdzie im tam do przepięknych i potężnych tężni jakie ostatnio widzieliśmy w Gołdapi.

Zdążyliśmy jeszcze przed zmrokiem przejść się po drewnianych pomostach nad rozlewiskiem rzeki Jeziorki i popatrzeć na setki ptaków, które z wielkim wrzaskiem uwijały się za jakimiś owadami.

Piękne to było widowisko, ale przez to nie zdążyliśmy popróbować miejscowych atrakcji kulinarnych. Niespodziewanie o 21 zamknęły się wszystkie okoliczne bary i ogródki. Pozostało tylko grzecznie iść spać 😢. Ponoć zdrowiej na pusty żołądek.

Uzdrowisko Konstancin – Jeziorna to według nas idealne miejsce na krótki wypoczynek. Okolica z pewnością też jest warta zobaczenia. Chętnie tu wrócimy.

Piątek, 28 maja 2021 roku.

Bladym świtem zafundowałam sobie marszobieg wzdłuż rzeki Jeziorki do Centrum Handlowego Stara Papiernia. Niedługa, urokliwa trasa, w sam raz na rozruszanie zardzewiałych stawów i mięśni.

Po śniadanku pojechaliśmy na północ. Pierwszy przystanek wypadł nam w Nidzicy. Idealne miejsce parkingowe znaleźliśmy przy Dawnym Browarze. Stąd wszędzie blisko. Najpierw poszliśmy na zamek, potem na rynek.

W końcu dotarliśmy do polecanego przez wielu Baru Bistro. I nie zawiedliśmy się. A obiad można było spożyć na miejscu! Ktoś kto będzie czytał ten tekst za kilka lat pewnie nie zrozumie jakie to istotne. A był to pierwszy dzień gdy zdjęto obostrzenia covidowe. W zasadzie to miały być zdjęte dopiero następnego dnia, ale akurat ten bar widocznie wybiegł przed szereg, ku naszej uciesze zresztą.

Zamiast deseru, wisienką na torcie był spacer promenadą wokół Jeziorka Miejskiego. Jest tam duży parking, toaleta, śmietniki. Większym kamperom radzimy szukać miejsca nie w centrum, a tutaj właśnie. Niestety bliskość dość ruchliwej drogi nie gwarantuje, że nocleg byłby tu spokojny.

Kolejny przystanek wypadł nam w Olsztynku. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy rynku, tuż obok zamku krzyżackiego. Obecnie w zamku mieści się szkoła. Nie wiadomo, czy młodzież docenia to klimatyczne miejsce do nauki, nam bardzo się podobało. Główne wejście jest od strony rynku, boczna furtka prowadzi w dół do parku.

Olsztynek to malutkie miasteczko. Zwiedzanie nie zajęło nam dużo czasu, ale i tak nie zdążyliśmy zobaczyć skansenu czynnego tylko do godziny 17.

Nic to, zwiedzimy jutro. To jest właśnie wielka zaleta podróżowania kamperem. Wolność podejmowania decyzji. Przestawiliśmy tylko auto na noc na spokojniejsze miejsce.

Poszwendaliśmy się jeszcze trochę po okolicy. Wieża ciśnień odrestaurowana, nieczynna teraz, za to pięknie podświetlona wieczorem.

Sobota, 29 maja 2021 roku.

Rano zgodnie z planem zaczynamy od skansenu. Ceny biletów 17 PLN, ulgowy 11 PLN. Parking na miejscu płatny 15 PLN i raczej nie ma w pobliżu innego miejsca do zaparkowania. My, jak na piechurów przystało  przyszliśmy pieszo, trasa nie dłuższa niż 1,5 kilometra.

Skansen nie zawiódł naszych oczekiwań. Lubimy spacerować w ładnych miejscach, a tu tak właśnie jest, sielsko-anielsko, zielono.

Już na początku trasy rzuca się w oczy wóz cygański, pierwowzór kampera.

Większość obiektów i wyposażenie pochodzi z XIX wieku. Domy troszkę inne niż te, które widywaliśmy w skansenach wschodniej Polski, większe izby, więcej światła. I zupełnie u nas nieznana czarna kuchnia do przygotowywania posiłków.

Jednym z ciekawszych miejsc jest kościółek, w którym pięknie pachnie  starym drewnem. Jest dawna szkoła, łudząco podobna do mojej czteroklasowej szkoły w małej wioseczce. Tylko alfabet inny.

Wielką atrakcją skansenu jest pijalnia ziół. Pyszna była lemoniada z dodatkiem konfitury z płatków róży, pyszna była też gorąca herbatka z tym dodatkiem. Pachniały obłędnie, od razu zakupiliśmy duży słoik tego specjału.

Na zakończenie wycieczki obejrzeliśmy jeszcze wiatraki, ładnie wyeksponowane na rozległej łące. Każdy z nich był innej konstrukcji, ładna lekcja poglądowa. Teraz wiemy czym się różni koźlak od holendra.

Zwiedzanie zajęło około trzech godzin. Polecamy skansen w Olsztynku. Urocze miejsce, ładne i zadbane.

Z Olsztynka mieliśmy już tak blisko do Grunwaldu, że grzechem było nie wstąpić. Parking kosztował 10 zł. Ludzi niewiele.

 Szeroką promenadą weszliśmy na wzgórze z pomnikiem i muzeum, wróciliśmy potem tą samą trasą. Chyba jako jedyni powstrzymaliśmy się od zakupu miecza, zbroi z hełmem oraz nakrycia głowy w jakim paradowała filmowa Danusia.

Drogowskazy na górze kierowały do kaplicy oraz do kopca Jagiełły. Zdecydowaliśmy nie iść stąd pieszo na Kopiec odległy o prawie dwa kilometry tylko spróbować podjechać kamperem.

Dobrze zrobiliśmy, jaka to przyjemność iść asfaltową drogą. Kampera zostawiliśmy dopiero przy zjeździe z asfaltu na polną drogę i dalej poszliśmy pieszo. Na kopcu nie spotkaliśmy nikogo. Straganów też żadnych już nie było, a widoki przepiękne.

Jak mówi legenda kopiec usypano w miejscu skąd Jagiełło kierował bitwą. Jest tam kilka pomników i tablic pamiątkowych, jest dąb posadzony w rocznicę bitwy.

Postanowiliśmy, zanim dojedziemy do Ostródy, zobaczyć jeszcze pobliskie wzgórza Dylewskie. Sam dojazd do miejscowości Wysoka Wieś był już nie lada atrakcją. Droga kręta a podjazdy strome jak w prawdziwych górach. Z Wysokiej Wsi polną drogą można dojechać na szczyt Góry Dylewskiej. Na górze jest parking i wieża widokowa.

Jest tam też początek ścieżki dydaktycznej Góra Dylewska. Ładna, niedługa pętelka prowadzi leśną ścieżką do Jeziorka Francuskiego. Brzeg jeziora niestety niedostępny.

Późno już dotarliśmy do Ostródy. Kamper stanął na parkingu przy amfiteatrze w miejscu z pięknym widokiem na jezioro.

Niestety, jak się potem okazało ruch w sobotni wieczór i noc był tutaj niemały. Przed snem pospacerowaliśmy jeszcze troszkę promenadą, ale nie za dużo, tego dnia zrobiliśmy już prawie 30 tysięcy kroków. Trzeba oszczędzać nogi. Tyle jeszcze przed nami!

Niedziela, 30 maja 2021 roku.

Od rana wycieczki. Najpierw brzegiem jeziora do końca promenady i portu klubu żeglarskiego, później w drugą stronę też do końca, do nieczynnej nowej plaży.  

Potem jeszcze malutka wycieczka do śluzy na kanale. Szczęście nam dopisało, akurat przepływała niewielka łódeczka i można było obejrzeć cały proces śluzowania.

Na Czarny Róg podjechaliśmy kamperem. Droga wzdłuż torów kolejowych stworzona była raczej dla rowerów i aut osobowych, ale jakoś zmieściliśmy się na niewielkim parkingu przed zakazem wjazdu. Do samego Czarnego Rogu dojazd jest tylko dla mieszkańców. Brukowana kocimi łbami droga prowadzi starym nasypem kolejowym, potem trzeba przejechać równie starym kolejowym mostem. Raczej nie zdecydowalibyśmy się wjechać tam kamperem.

Gdy minie się zabudowania, kończą się kocie łby i przepiękna leśna droga prowadzi dalej tym samym nasypem aż do Miłomłyna. Ale to raczej trasa dla rowerzystów, dla pieszych za daleko.

Zawróciliśmy do kampera i trasą S7 pojechaliśmy naokoło. Miłomłyn nie wzbudził  w nas przesadnego zachwytu. Podobał się kościół, śluza i trójstyk kanałów. Fajnie, znów się nam udało się obejrzeć przeprawę, tym razem dwóch jednostek pływających.

Pojechaliśmy potem w kierunku Tardy. Znaleźliśmy przepiękne miejsce nad brzegiem jeziora Bartążek. Pomost, altanka, ładne drzewka. Cisza i spokój.

Wieczorem wróciliśmy do Ostródy. Na nocleg zaparkowaliśmy przy Tawernie. Widok na jezioro był równie piękny, a ruch samochodów minimalny.

Poniedziałek, 31 maja 2021 roku.

Rano podjechaliśmy nad kolejne ostródzkie jezioro  Sajmino.  Parking i ścieżka rowerowa jeszcze nieukończone, ale prace trwają.

Jest tu ładna plaża, duży pomost i to co lubimy najbardziej – trasa pieszo rowerowa wokół jeziora. Malownicza, wygodna, jakieś 8 tysięcy kroków. W sam raz na poranny rozruch.

Po solidnym drugim śniadaniu opuściliśmy Ostródę. Ruszyliśmy w kierunku Olsztyna zwiedzając co nieco po drodze.

 W Starych Jabłonkach na bocznej odnodze Kanału Elbląskiego znajduje się tunel łączący jeziora Szeląg Mały i Szeląg Duży. Trudno nazwać to miejsce ładnym, ale z pewnością jest ciekawe.

W Starych Jabłonkach znaleźliśmy  też inne ciekawe miejsce – ładnie zagospodarowaną plażę. Oprócz sporego trawiastego parkingu są tam ławeczki, altanki, pomost, śmietnik i toi toi.

Następnym przystankiem był parking przy plaży nad jeziorem Guzowy Piec. Zaczyna się tam ścieżka przyrodnicza wokół jeziora. Niedługa, bardzo ładna i przyjemna trasa.

Dotarliśmy do Gietrzwałdu. Jest tam sanktuarium, więc miejsc do zatrzymania pod dostatkiem. Stanęliśmy na górnym parkingu dla autokarów, z pięknym widokiem na okolicę. Zwiedziliśmy kościół,  fajna była też wycieczka zadrzewioną aleją do świętego źródełka.

Droga z Gietrzwałdu do Woryty, polecana jest jako krajobrazowa ze względu na drzewa jakimi jest obsadzona. Pojechaliśmy sprawdzić. Drzewa rzeczywiście tam są, ale niestety są już takie stare, pokręcone i przerzedzone, że nie jest to jakiś spektakularny widok.

Widzieliśmy na Warmii czy na Mazurach wiele przepięknych dróg, wąskich i zadrzewionych. Fajnie, ale tylko wtedy, gdy jedzie się wolno i podziwia widoki.

Byłoby wspaniale, gdyby zostawić je w takim stanie (oprócz asfaltu oczywiście) dla rowerzystów a dla aut zbudować obok nowe, szersze i szybsze.

Wieczorem dojechaliśmy do Olsztyna. Nad jeziorem Ukiel są przygotowane wspaniałe tereny rekreacyjne, rozległe parkingi, promenady, ścieżki rowerowe i spacerowe, port, wypożyczalnia sprzętu, plaża, molo, przebieralnie, toalety, prysznice. Znalazło się tam i dla nas fajne miejsce z widokiem na jezioro.

Mimo że słońce już zachodziło poszliśmy jeszcze piękną trasą drewnianymi podestami w kierunku Centrum Kajakarstwa. Wynik tego dnia to 28 tysięcy kroków.

Wtorek, 1 czerwca 2021 roku.

Do centrum poszliśmy pieszo. Kawałek drogi, dobre to dla porannego rozruchu, ale Olsztyn jest zbyt duży, by nie wspomagać się komunikacją miejską. Przy Wysokiej Bramie odnaleźliśmy informację turystyczną, zaopatrzyliśmy się w mapki i ulotki. Podobnie w drugiej, Miejskiej Informacji Turystycznej znajdującej się w budynku ratusza otrzymaliśmy mapki i ulotki z opisem największych atrakcji miasta.

Ulotki, zwłaszcza te w języku angielskim, napisane były wyjątkowo błyskotliwie i z humorem. Po takiej reklamie naprawdę chce się odwiedzić te miejsca.

Kupiliśmy jeszcze trzydniowe bilety na komunikację miejską. Koszt: normalny 26  PLN, ulgowy 13 PLN.

Na rynku i w ogóle w mieście było gwarno i tłoczno, mnóstwo młodzieży.  No ładnie, tyle młodzieży na wagarach, przecież to jeszcze nie wakacje. Po chwili dopiero do nas dotarło: przecież dzisiaj jest Dzień Dziecka.

Szybko zapadła decyzja: zmykamy z centrum miasta, dzisiaj niech króluje młodzież! Autobusem 113 pojechaliśmy do końcowego przystanku Łupstych (trzeba uważać, bo nie wszystkie kursy tam dojeżdżają) i przepiękną trasą wzdłuż jeziora Ukiel dotarliśmy do kampera. Trasa liczyła niecałe 10 kilometrów, bardzo to była miła wycieczka.

Wieczorem pojechaliśmy jeszcze raz do centrum miasta, armagedon na rynku już minął, można było spokojnie posiedzieć w jakimś ogródku.

 Środa, 2 czerwca 2021 roku.

Wyjątkowo długo zamarudziliśmy rano, ledwie zdążyliśmy na serwowane do godz. 11.30 śniadanie w „Jakubku”. Pospacerowaliśmy potem po rynku i w okolicach teatru, a o trzynastej poszliśmy na seans Planetarium. Bardzo ciekawe to było.

 Pojechaliśmy na Kortowo – to chyba najpiękniej położony kampus jaki widzieliśmy. Jak tu się uczyć w tak pięknych okolicznościach przyrody???. Nic dziwnego, że w ulotkach  więcej pisano o imprezach niż o nauceJ. Aż żal, że tego dnia było tak cicho i spokojnie.

Odpoczęliśmy nieco w kamperze, a wieczorem postanowiliśmy jeszcze pospacerować po  Łynostradzie.

Olsztyńska Łynostrada to pieszo – rowerowa trasa o długości 11 km, która biegnąc wzdłuż biegu rzeki łączy południową część Olsztyna z jego północnymi granicami. Bardzo dokładnie opisał ją KUBA https://jadenarowerze.pl/lynostrada/. Udało nam się zrobić tylko środkowy, ale chyba najciekawszy fragment.

Czwartek, 3 czerwca 2021 roku.

Zaraz po śniadaniu w kamperze wybraliśmy się na wycieczkę wokół jeziora Długie. Ładna ścieżka, niecałe 6 kilometrów.

Gdy wróciliśmy okazało się, że „nasz” parking zapełnił się całkowicie. Nic dziwnego. Przy takiej pogodzie w Boże Ciało każdy chce wypocząć w ładnym miejscu. Nam na szczęście dość szybko udało się znaleźć oazę spokoju w kawiarni „Miejska”. Zimny Aperol Spritz na zacienionym tarasie z widokiem na plażę i jezioro to było wszystko czego potrzebowaliśmy. Bajka!!!

A wieczorem pojechaliśmy na starówkę i znów zasiedliśmy w kawiarence by posłuchać muzyki na żywo.

Piątek, 4 czerwca 2021 roku.

Rano, nie mogąc się doczekać otwarcia wypożyczalni sprzętu pływającego, przeszliśmy jeszcze raz trasę do Centrum Kajakarstwa i z powrotem. Za dnia trasa była równie piękna jak wieczorem.

Gdy  w końcu udało się wypożyczyć łódź wiosłową popłynęliśmy nią do… Centrum KajakarstwaJ. Chyba łatwiej pieszo, czy będą zakwasy w mięśniach to się dopiero okaże.

Po wczesnym obiadku w Planktonie opuściliśmy gościnne miejsce nad jeziorem Ukiel i pojechaliśmy kamperem do arboretum w Kudybach. Przyjemny był tam spacer w cieniu drzew, zwłaszcza, że słoneczko nieźle przypiekało.

Olsztyn bardzo nam się podobał, tyle pięknych miejsc, tyle pięknych ścieżek spacerowych i rowerowych. Byliśmy kilka dni, ale i tak za mało.

Ruszyliśmy w kierunku Szczytna, jechaliśmy nieśpiesznie zatrzymując się na krótko w miejscowości Ruś oraz Pasym, które jednak, widocznie po wspaniałościach Olsztyna, nie wzbudziły naszego zachwytu.

W Szczytnie zatrzymaliśmy się na parkingu z widokiem na jezioro . Wypatrzyliśmy w pobliżu smażalnię ryb. Z pośród wielu możliwości wybrany został pstrąg i dorsz z frytkami. Rewelacja!

Sobota, 5 czerwca 2021 roku.

Raniutko wyruszyliśmy (który to już raz?) na trasę wokół Jeziora Domowego Małego, przy którym spaliśmy, potem jeszcze wokół Domowego Długiego. To ponad 5 kilometrów.

Na dłużej zatrzymaliśmy się w parku. Pięknie utrzymany, trawa przystrzyżona, dużo starych drzew, nowe też posadzone, kilka dużych hamaków, ławeczki. Na tyle fajne jest to miejsce, że na kolejny nocleg ustawiliśmy kampera na uliczkę tuż obok.

Trafiła nam się wyjątkowa gratka, ponieważ tego właśnie dnia odbyło się uroczyste otwarcie po rewitalizacji ruin zamku krzyżackiego. Rewitalizacja trwała ponad trzy lata. Na dzień otwarcia przygotowano sporo atrakcji nie tylko dla dzieci, strzelanie z łuku, bicie monet, lepienie garnków itp. Były też różne grupy rekonstrukcyjne, w oczy rzucała się delegacja ze Spychowa, pięknie nawiązując do wątku z „Krzyżaków”.

Fajna była też oferta edukacyjna leśników z okolicznych nadleśnictw, myśliwi częstowali przysmakami z dziczyzny. A wieczorem na murach zamku odbyło wspaniałe widowisko – teatr ognia.

Niedziela, 6 czerwca 2021 roku.

Wracamy do domu. Wyruszyliśmy dość wcześnie, by móc po drodze zwiedzić co nieco.

Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w Przasnyszu – ładny park i ryneczek – i już trochę dłużej w Pułtusku. Pułtusk zrobił naprawdę wrażenie, obiekty kościelne, dłuuugi rynek, szkoda, że zastawiony samochodami, zamek i park wokół niego, port, rzeka i promenada nad kanałem. Trzeba będzie kiedyś przyjechać na dłużej, chociaż na jeden dzień.

Będzie okazja. Mimo naszych usilnych starań i poświęcenia Mazury nie można uznać za „dokończone”. 😉 Ale to już chyba nie w tym roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *