Zima trzyma mocno.

Zima trzyma mocno, ostatnia tura ferii zimowych się skończyła i czas, by po raz kolejny nacieszyć się nartami. Wybór nie był łatwy bo propozycji niemało. Zdecydowaliśmy się jednak znowu na Białkę Tatrzańską. Szalę przeważyły niezłe w sumie wrażenia jakie odnieśliśmy na początku sezonu. Tym razem jednak nie było już tak dobrze. I wcale nie chodzi tu o kilkunastostopniowe mrozy, czy źle przygotowane stoki. Przeciwnie, stoki przygotowane były świetnie a i mróz przy odpowiednim przygotowaniu logistycznym wcale nie przeszkadzał. W sobotę rano zaczęliśmy jazdę w Remiaszowie i mniej więcej do godziny 11 była ona wielką przyjemnością. Przyjemność ta jednak zaczęła powoli zanikać, gdy na stok dojechała fala narciarzy z Kotelnicy. Kolejka do wyciągu zrobiła się dla nas zbyt duża i zdecydowaliśmy się przenieść na stok Czarnej Góry. To w końcu tylko kilka kilometrów, karnet ten sam.

Stok okazał się dobrze przygotowany i praktycznie bezludny. Być może zostalibyśmy tam na dłużej gdyby nie wolne krzesło. Wjazd trwał długo a mroźny wiatr wiał prosto w twarz. Sam zjazd niezły, szybki ale zbyt krótki by można się było rozgrzać. Bilans energetyczny zdecydowanie ujemny.  Po jakimś czasie znowu podjęliśmy więc decyzję o przenosinach, tym razem na Litwinkę ( też ten sam karnet). Krzesło było tam  już dużo szybsze bez wiatru w twarz a zjazdy bardzo przyjemne. Ze szczytu roztaczał się niesamowity widok na Tatry, na Białkę, na stoki Kotelnicy i wyraźnie widoczne tam tłumy narciarzy. A na Litwince może kilkadziesiąt osób. Najeździliśmy się do syta.

To jednak nie koniec narciarskich atrakcji tego dnia. Po obiedzie, około godziny 18 podjechaliśmy jeszcze raz do Remiaszowa ze złudną nadzieją, że późna pora i siarczysty mróz odstraszy chociaż część narciarzy. Nic z tego, tłok dalej był nie do przyjęcia. Pojechaliśmy więc do Jurgowa. A tam na stoku może 10 osób. Niestety sam stok nie wytrzymał całodziennej presji narciarskiej i nie można powiedzieć, że jazda tam była wielką przyjemnością. Po godzinie zrezygnowaliśmy i nareszcie w końcu dotarliśmy do swojej kwatery. Pracowity dzień.

Następnego dnia w niedzielę zdecydowaliśmy się na wyjazd na Słowację na Bachledową Dolinę  (nie muszę chyba dodawać, że na wspólnym karnecie). Generalnie stoki były tam świetnie  przygotowane, tłok z początku jakby mniejszy jednak mniej więcej od godziny 13 zaczął już być  trochę uciążliwy. Uciążliwy tym bardziej, że stoki są zauważalnie węższe niż u nas a bardzo dużo narciarzy zjeżdża po prostu szybko prosto w dół stoku. Wykonując skręty trzeba więc mieć naprawdę oczy dookoła głowy.  Wyciągi z tymi z Kotelnicy równać się nie mogą. Jest tylko jedno przyzwoite czteroosobowe krzesło na górze, z samego dołu jest natomiast krzesło trzyosobowe , długie i bardzo powolne. Do tego jeszcze kilka orczyków i nawet jeden prawdziwy „kilof”. Reklamy pokazują jednak, że w miejsce długiego, trzyosobowego krzesła od przyszłego roku ma ruszyć prawdziwa kolej gondolowa, taka mniej więcej jak na Jaworzynie Krynickiej. I dobrze, gdyż na górę oprócz narciarzy wjeżdża bardzo dużo pieszych. Przygotowano tam dla nich liczne trasy spacerowe w tym niesamowitą drewnianą kładkę w koronach drzew. Widoki stamtąd niezwykłe, Tatry w pełnej krasie. Pogoda tego dnia była przepiękna, lekki mróz i słonecznie.  Jazda była wyśmienita. Skończyliśmy około godziny 14 i pełni wrażeń wyruszyliśmy w drogę do domu.

Pozostaje refleksja. Niby fajnie, poznaliśmy siłę wspólnego karnetu, zwiedziliśmy wiele stoków. Ale celem była przecież Kotelnica Białczańska a nie jakieś podrzędne, poboczne stoki. My takie stoki, pojedyncze co prawda ale zupełnie niezłe mamy przecież i bliżej i taniej. Cóż z tego więc, że Kotelnica Białczańska to nr 1 a może już po Szczyrku nr 2 w rankingach najlepszych stacji narciarskich skoro tam normalnie pojeździć nie można ?  Rada jest tylko jedna. Niech Kotelnica rośnie, nowe stoki i nowe wyciągi będą mile widziane. A jeszcze lepiej to niech pączkuje bo nam takich stacji narciarskich, które za wzór sobie postawią ten nr 1 (lub 2 nieważne) potrzeba jak najwięcej.

 

⇐ poprzedni wpis                                    kolejny ⇒

⇐ strona główna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *